Te święta będą inne…

..czy lepsze czy gorsze tego nie wiem. Po prostu będą inne.

Uwielbiam…(uwielbiałam?) … święta Bożego Narodzenia.  Przez długie 13 lat dawały mi to poczucie ciepła i rodzinnej atmosfery, za którą tęskniłam będąc dzieckiem. Na myśli o tych zbliżających się jest mi smutno. Zdaję sobie sprawę, że co roku kogoś bliskiego mi z tego kręgu ubywa. Taka kolej rzeczy, ale nie zawsze łatwo się z nią pogodzić.

Ferwor trwa. Są polukrowane pierniczki z kolorową posypką, na honorowym miejscu stanęła choinka mieniąca się jaskrawym światłem już od wejścia, jest lista smakołyków do przyniesienia i pełna logistyka, bo w tak krótkim czasie mamy do odwiedzenia sporo osób. Jest wszystko takie jak zawsze…., a jednak takie jak nigdy.

Ale uświadomiłam sobie jeszcze jedną ważną rzecz. W tym wielkim świecie, pełnym pośpiechu, rutyny i samotności mam swoją małą kropeczkę na mapie. Zupełnie niewidzialną z kosmosu, a nawet z sąsiedniego miasta, ale zajmującą ogromną przestrzeń w moim sercu. Rodzina. Mniejsza niż była. Dwuosobowa. I nasz czworonożny Przyjaciel. Dopóki trzymamy się razem – przy naszym stole nie będzie miejsca na samotność czy smutek. Nakryjemy do stołu tęsknocie – bo jest czymś naturalnym po stracie. Oswoimy ją.

Może te święta będą inne, ale czy gorsze?

Po prostu inne,  w nowej rzeczywistości.