Covid, covid, bęc!

Nie ukrywam, że to był/jest dla mnie trudny rok.

Wiele się wydarzyło. Zbyt wiele. Nie na wszystko udało mi się przygotować.

Odkąd zmarł tata wciąż biję się z myślami, że nie wszystko udało nam sie w tych relacjach ułożyć, a z takim zamiarem i czując, że ten koniec się zbliża podjęłam się terapii. Ciężko ją kontynuować wiedząc, że cel jaki założyłam i tak w pełni nie zostanie osiągnięty.

Wrócił problem z kręgosłupem. Też było to do przewidzenia. Wysiadł kolejny dysk, uciska korzenie nerwowe z obu stron. Cisną na operację, a ja zwijam się w kulkę i uciekam od decyzji mając w pamięci ilość komplikacji po ostatniej.

Przypałętał się i covid. Tydzień walczyłam w domu o każdy oddech, dojście do łazienki, aż w końcu poddałam się.

To straszne patrzeć, jak obok Ciebie umierają ludzie. Tym bardziej zmuszasz się do kolejnego i kolejnego hałstu powietrza, byle tylko z tego wyjść.

Bardzo chciałabym pomóc, oddać osocze jeśli z tego wyjdę, ale z wiadomych względów nie mogę.

Za to z tego miejsca chciałam podziękować wszystkim tym, którzy to robią. Dzięki którym mam dzisiaj siłę sama dojść do łazienki, ustabilizować saturację, a nawet odpiąć się na chwilę od tlenu. Dzięki takim ludziom jak Wy żyję, a nawet widzę coraz większe światełko w tunelu na wyzdowienie!

Bądźcie zdrowi! Uważajcie na siebie! Dbajcie o najbliższych.

A jeśli możecie oddajcie osocze, krew – dobrze jest mieć poczucie, że robiąc tak niewiele, komuś możecie podarować wszystko – życie!