Umieranie

Od jakiegoś czasu miałam świadomość, że ten moment prędzej czy później przyjdzie. Mimo to, nie da się do tego przygotować.

Tyle niewypowiedzianych słów, emocji, żalu, złości…

Tyle podziękowań, wdzięczności, które nie miały okazji wybrzmieć…

Tyle krążących sprzeczności w głowie, których nie da się ujarzmić…

Tyle rozczarowania, że zabrakło nam czasu na naprawę naszych relacji…

Tyle niezgody, na odchodzenie w takim cierpieniu…

 

******************

Najgorsze jest oczekiwanie. Boję się odebrać telefon, bo w każdej chwili mogę usłyszeć, że to już koniec.

Lekarze nie dają szans, wyczerpali możliwości, mogą tylko starać się uśmierzać ból.

Mój ojciec umiera.

Żyję w zawieszeniu od 3 tygodni. Mam problem z podjęciem najprostszych decyzji. Jakbym wisiała w próżni. Karcę się za uśmiech i za płacz, za nieodebrane telefony i rzadkie odwiedziny, za brak siły na naprawę naszych relacji i za zmarnowany czas. Za wszystko…

Czekam…

…na to co nieuniknione. Co smuci, a jednocześnie daje nadzieję na lepsze życie, tam, po drugiej stronie tęczy.

Nie da się przygotować na umieranie, na oglądanie niemocy drugiego człowieka, na rozstanie. I choć myślałam,że to będzie łatwiejsze, patrząc przez pryzmat wielu wspólnych doświadczeń, to nie jest.

Nic nie jest takie jak o tym myślałam i nic już nie będzie takie samo…