Wybory

W oczekiwaniu na pogłębioną diagnostykę, użeranie się w kolejkach pod gabinetem i wielką niewiadomą – sama postawiłam sobie diagnozę. Jak na rasową wróżkę przystało wyczytałam w mojej kuli, że będę zdrowa.

Bo…

W planach miałam zmianę pracy. Poczyniłam nawet pierwsze kroki w tym kierunku, byłam na dwóch rozmowach, a nawet w mojej obecnej firmie sytuacja na tyle się zmieniła, że przyszły wątpliwości czy faktycznie powinnam ją zmieniać. Obie potencjalne firmy mają swoje zalety: w jednej pracowałabym jako trener wewnętrzny, a już bardzo stęskniłam się za salą szkoleniową i regularnymi szkoleniami. Sporo mogłabym się tam nauczyć! Ale..umowa B2b, a w mojej sytuacji zdrowotnej to dość ryzykowne rozwiązanie. W drugiej – praca podobna do obecnej – rekrutacja, sporo jeżdżenia, praca zadaniowa, ale UoP, sporo benefitów pozapłacowych i samochód służbowy do prywatnego użytku.

Biję się tak z myślami od kilku dni, w którą stronę powinnam iść i czy w ogóle powinnam się ruszać teraz z miejsca. Ale z drugiej strony, czy los byłby tak pokręcony, żeby stawiać przede mną tyle wyborów, a za chwilę znów zamknąć mnie w szpitalnej sali?

Nie… na pewno nie!

A więc….co radzicie?

*****************

We wtorek wizyta u mojego onkologa. Może jakoś uspokoi ten mój pęd myśli. Ufam jej. Już raz była szybsza niż on. Może uda jej się i tym razem.