Laby ciąg dalszy!

Miałam plan ciężko dzisiaj pracować. Taki ze mnie pracoholik!

Kaszlę nadal, jak chory z zaawansowaną gruźlicą, ale przynajmniej nie jak umierający gruźlik! Postanowiłam więc zostać w domu, choć muszę przyznać, że do tej mądrej decyzji nakłoniła mnie moja mądra szefowa! Jestem jej dozgonnie wdzięczna!

Dzięki temu w dwa dni pochłonęłam kolejne 500 stron z historii himalaizmu – tym razem autobiografia Piotra Pustelnika. Na biurku czekają już kolejne strony, nowej książki o górach. Aż mam motyle w brzuchu na myśl, że będę miała chwilę świętego spokoju na oddanie się literaturze!

Faktem jest, że służbowy laptop i telefon co chwilę do mnie „brzęczą” oznajmiając, że może bym łaskawie przeczytała co tam się dzieje, ale staram się ograniczać moje zainteresowanie do niezbędnego minimum!

*****************

Weekend minął szybko. Nagadałyśmy się nieco pod poprzednim postem!

Mela i jej telefon, jak zwykle, zostali mistrzem ciętej riposty, za to Marzycielka wspięła się na wyżyny polskiej twórczości pisząc wiersze o…doopie! O mojej doopie! 😀 😀

W mniej radosnych chwilach, chętnie wrócę do tych wpisów 😀

A Wam jak minął weekend? Macie czas na obijanie się w tym tygodniu?