Gdzie się podziała godzina?

W tym tygodniu weekend zaczęłam wcześniej. Jak zwykle końcówka miesiąca, na większości etatów, jest nerwowa i intensywna. W piątek rano miałam wrażenie, że nie pamiętam jak się nazywam. Szybko musiałam naprawić swój marny PR, bo na poranne spotkanie wpadł potencjalny kandydat do pracy…., o którym zapomniałam i którego przywitałam z nikłym entuzjazmem.

Potem było już tylko gorzej. Przekładałyśmy z koleżanką papierki z jednej strony biurka, na drugą, zupełnie bez potrzeby, zajadając się najlepszymi Krówkami w Polandii, prosto z Opola Lubelskiego i czekając na ostatnie minuty pracy. Postanowiłam jednak zbagatelizować faktyczną godzinę zakończenia pracy i uciec znacznie wcześniej do domu. Tego dnia pracownikiem roku bym nie została, a stojące w domu wygodne łóżko kusiło tak bardzo, że nie dało się nie zgrzeszyć.

I teraz przyszła kara! Bo właśnie ukradzioną w piątek godzinę dzisiaj odebrała mi zmiana czasu. Jak to dobrze, że to już ostatni raz! Co prawda cieszy widok słońca o 18, ale w ten weekend każda wolna chwila była dla mnie na wagę złota!

Zakupiłam więc czerwone wino, paczkę kinder czekolady i chipsy ( o zgrozo nie żytnie!!!!) i oddalam się w poszukiwaniu straconego czasu 😉

A jak Wam minął weekend??