Niespieszne poranki…

… długie wieczory, intensywny czas za dnia. Taki właśnie był wyjazd do Muszyny.

Nie sądziłam, że przy tak dużej warstwie śniegu wiosnę będzie czuć tak intensywnie. Żal było odrywać wzrok od widoków, a jednocześnie szkoda byłoby ich nie zamknąć w kadrze.

To był czas mamy i córki. Pierwszy taki wspólny, babski wyjazd. Mam nadzieję, że stanie się zaczątkiem dłuższej tradycji.

Tyle okazji do rozmów, nie mąconych hałasem ulicy, internetowymi rozpraszaczami i kołowrotkiem codzienności nie zdarza się często. Myślę, że wykorzystałyśmy go w 110%.

Żal było wracać. Za każdym razem kiedy opuszczam góry, z ogromną mocą wraca myśl, że to jest właśnie moje miejsce na ziemi, że to właśnie tu powinien stać mój dom. Może kiedyś tak właśnie będzie. Marzeniom, trzeba pomóc się spełnić…