Naucz się tańczyć w deszczu…

W życiu nie chodzi o to, by przeczekać, aż burza minie…chodzi o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu!”

Nie wszystko idzie tak, jakbym chciała. Niektóre sprawy przewiercają mnie na wylot, nie dając spokojnie spać i cieszyć się innymi, dobrymi, które przecież też się dzieją. Mogłabym się skupić tylko na tych, które nie idą po mojej myśli, otulić się szczelnie kołdrą, nie wychylać nosa dalej niż drzwi sypialni i rozniecać ten ból, który i tak już pali od środka…mogłabym. Ale nie chcę.

Naprawdę trudno jest dostrzec coś pozytywnego kiedy sufit zaczyna przygniatać głowę. Nie jest to jednak niemożliwe.

Więc…uczę się tańczyć w deszczu, bo burza, która się rozpętała, raczej szybko nie minie.

Dostrzegam drobne radości, małe sukcesy w pracy, czas, który możemy spędzić z Igą, więź, która z każdym dniem wydaje się być coraz silniejsza. Skupiam się mocno na nich i prę do przodu.

Nie wszystko będzie układać się po naszej myśli, nie zawsze będzie różowo, ale nawet w tych trudnych sytuacjach zawsze jest jakaś iskierka, która rozświetli mrok. Szukam jej niestrudzenie, chwytam i ogrzewam się w jej cieple. Szkoda życia, na umartwianie się, zwłaszcza, jeśli nie masz wpływu na to, co dzieje się wokół.

************

Iga znowu chora.

Ból gardła, gorączka, ból mięśni… nie wygląda to dobrze.

Podobnie jak ja, lubi gdy Ktoś wtedy przy niej siedzi, tuli ją i głaszcze.

Więc przytulam, całuję i zaklinam chorobą. Niech przejdzie na mnie.

Gdyby to było takie proste…