O naiwności…

Ludziom często się wydaje, że są niezniszczalni, nieśmiertelni… Z chwilą kiedy życie wraca na właściwe tory, wymazują wszystkie te znaki ostrzegawcze, które zbagatelizowali wcześniej i…  bagatelizują teraz.  Jakby złapanie wiatru w żagle i Pana Boga za nogi usprawiedliwiało ich naiwność.

Mam żal…do siebie, że jestem jednym z tych rodzajów ludzi. Życie jednak bardzo szybko jest w stanie nauczyć pokory.

Nie oszczędzałam się. Odkąd wróciłam do pracy i zaczął się projekt nie odpuszczałam nawet na chwilę. Takie oddychanie pełną piersią sprawiało mi tyle frajdy, że przez głowę nawet nie przemknęła mi, choćby nieśmiała myśl o tym, że długo tak nie pociągnę.

I stało się. Kręgosłup odzywał się już od kilku dni coraz mocniej domagając się resetu. Zignorowałam go, bo jeszcze to i tamto było do zrobienia. Biję się w pierś i sypię popiół na głowę, bo zdarzało mi się krytykować zachowania osób, które zamiatały problem pod dywan myśląc, że sam się rozwiąże, albo w czarodziejski sposób zniknie. Właśnie sama w ten sposób postąpiłam…

Problem nie rozpłynął się, za to zwiększył swoje rozmiary. Dzisiaj wychodząc do pracy zbyt energicznie odwróciłam się do Igi chcąc jej pomachać. Kolejnych ruchów nie byłam już w stanie wykonać. Zejście po schodach mnie przerosło, drobnymi krokami i zgięta w pół dotarłam do łóżka. Już nie pamiętałam tego uczucia niemocy… Noga znów jest drętwa, przy każdym ruchu przeszywa mnie promieniująco-paraliżujący ból, aż do samej stopy.

Leżę zwinięta w kłębek, boję się poruszyć, boję pomyśleć, jak długo to potrwa…

*****************

Dbajcie o siebie. Nie ignorujcie znaków, które daje Wam ciało. Rzeczy można odłożyć na później, ze zdrowiem tak się nie da.

Odebrałam swoją lekcję.