Mało mi…

…czasu. Doba skurczyła się do kilkudziesięciu minut, które jestem w stanie wyłuskać dla moje rodziny.  Brakuje spokojnej chwili, żeby usiąść pod ciepłym kocem, z herbatą i książką. Mało mnie i w blogowym życiu.

Jeszcze dwa tygodnie i zrobi się choć trochę luźniej. Zakończymy projekt i część tego czasu wreszcie do mnie wróci.

Tęsknie za Igą. Niby jest koło mnie, a wciąż nie możemy się sobą nasycić. Wracam do domu gdy już jest ciemno, szybki obiad, lekcje, ubrania i śniadaniówka na jutro, szybki całus na dobranoc i znów siadam do laptopa. Nie mogę już na niego patrzeć.

W weekend udało nam się wybrać na spacer po lesie. Jak tam pięknie! Nałykałam się świeżego powietrza na zapas, ale ten, szybko się kurczy.

1 listopada zapłonęło ognisko. Na swój sposób świętowaliśmy ten dzień. Razem. We trójkę. W ciepłym blasku ognia.  Cudownie było. Choć przez chwilę cała byłam tu i teraz.

Jutro Warszawka. Witaj stolico, zimny hotelowy pokoju, nieznana ulico…

***********************

W głowie mam chaos. Nieskładnie poukładane zdania, bałagan w chronologii, strzępki zdarzeń…

Cóż, chwilowo na tyle mnie stać.