Nie rozumiem…

Dzisiaj w Lu ulicami przeszedł Marsz Równości. Jak zwykle, wokół tego typu wydarzeń, każdy chciał ugryźć coś dla siebie. Politycy wykorzystali to jako narzędzie do promocji własnej osoby i międzypartyjnego obrzucania się błotem, kwiat społeczeństwa reprezentowany przez przepełnionych testosteronem panów znalazł sobie okazję do pobawienia się zabawkami pirotechnicznymi, chóralnego śpiewania – koniecznie z łacińskimi wstawkami i ćwiczeń fizycznych z użyciem rąk, a spragnieni świateł telewizyjnych reflektorów wreszcie mogli uchwycić swoje „5 minut” lansując się na live streamie i artykułach onetu.

Ci, którzy podobno mieli stanowić największe zagrożenie, nieść zgorszenie, epatować swoją „chorą” seksualnością szli uśmiechnięci, machali do ludzi, opanowani i spokojni wśród wesołych dźwięków popowych hitów, mimo wszechobecnego linczu.

Szlag mnie trafia kiedy taki przedstawiciel prawdziwego Polaka, którego zasób słów kończy się na wypi…. spier….kur.. itepe wykrzykuje hasła o normalnej rodzinie! Czemu w takim razie nie spędza jej z własną, zamiast siać burdy i zamęt tam, gdzie jest to zupełnie niepotrzebne?!

Jestem tolerancyjna. Dopóki nic/nikt nie przekracza granicy, w której czuję się komfortowo i bezpiecznie – nic mi do tego, w jaki sposób żyje.

Wiadomo, że w każdej grupie społecznej znajdą się oszołomy i skrajni wariaci. Dotyczy to wszystkich – wyznań religijnych, kibiców sportowych, artystów czy homoseksualistów, ale czy takie uogólnianie na podstawie jednostek jest ok? Jak dla mnie – zdecydowanie NIE.

No i czym jest ta „normalna rodzina” wg tych krzykaczy?

  • to ta, w której heteroseksualni rodzice wykorzystują seksualnie swoje nowo narodzone dziecko?
  • a może ta, w której oboje/jedno z nich jest alkoholikiem urządzającym regularny lincz swoim dzieciom?
  • a może jednak ta, w której mama i tata zajęci swoją karierą oddają dziecko na wychowanie opiekunce?

Każda trauma ma swoją cenę i nie ma tu większego znaczenia czy jesteś homo czy hetero. Nie mam tak rozległej wiedzy, żeby jednoznacznie stwierdzić, że dziecko wychowywane przez parę homoseksualistów będzie bardziej lub mniej szczęśliwe niż wychowane przez parę heteroseksualnych alkoholików, bez pomysłu na życie i wypłatą z socjala.

Nie rozumiem tej agresji, a może jednak strachu przed tym, że coś jest nieco inne, niż zapisane w naszych głowach. Zanim rzucimy w innych kamieniem, dobrze byłoby obejrzeć nasze własne, „normalne” podwórko.

***************

Ci młodzi, dobrze wychowani normalni ludzie, heteroseksualiści właśnie śpiewają mi pod balkonem rzucając mięsem i tłukąc się co chwilę. Jeśli to jest „normalność” , to ja za nią podziękuję.