Góry zasnute wspomnieniami….

Ci z Was, którzy mają mnie w znajomych na FB zostali zaspamowani fotkami z Italii 😉 Damy więc szansę innym, żeby też nasycili oko ładnymi widokami. 🙂 A tak na poważnie, lubię gromadzić tu wspomnienia i jednym kliknięciem do nich wracać.

Urlop minął szybko. Jak na to co się teraz dzieje przez moją zmianę pracy, kampanię M i powrót do szkoły Igi , to czuję lekki niedosyt. Chciałoby się być tam dłużej. Choć….ja chyba w każdej życiowej sytuacji i stanie mam górski niedosyt.

Październik zaskoczył nas słoneczną pogodą i ogromną amplitudą temperatury! W ciągu kilku godzin potrafiła nam się zmienić o ponad 20 stopni 🙂 Taki urok szlajania się po trzytysięcznikach 😉

Idziesz…..albo nie idziesz

Starałam się podciągnąć nieco formę przed wyjazdem, ale chyba się nie udało. Statystyki wyglądają nieźle. Przez 5 dni przeszliśmy po górach 78 km, w tym zrobiliśmy ok 5480 m przewyższenia- można powiedzieć, że zdobyłam swój pierwszy pięciotysięcznik 😉 Mimo to, styl w jakim to zrobiłam był ….straszny 😀 Mąż potulnie, przez cały wyjazd wlókł się w moim tempie, ja do perfekcji doprowadzałam technikę step by step dysząc jak 100-letnia lokomotywa, nie raz zmrok zastał nas na szlaku, zmęczenie chwilami było ogromne, ale…nagroda jaka czeka za każdym zakrętem, za każdą kolejną doliną, każdym wzniesieniem rekompensuje cały ten wysiłek i sprawia, że…człowiek jest dumny z siebie!

Skutki mojego szaleństwa odczuwam do dziś 😛 Noga jest niemal dwukrotnie grubsza i sina, ale hitem jest…..że nie za bardzo mogę siedzieć ani leżeć na plecach. Potłukłam dość mocno kość ogonową, może nawet nie tylko potłukłam, bo ból utrzymuje się już trzeci tydzień, ale nie robię RTG, przecież tyłka mi w gips nie włożą 😉 Czekam cierpliwie aż przejdzie wracając co dzień do widoków, które były przyczyną i są lekarstwem na moje dolegliwości.

Patrzę, tęsknię i już planuję kolejne wyprawy. Bo w końcu apetyt rośnie w miarę jedzenia 🙂