Wyuczona bezradność

Dziecko można skrzywdzić na wiele sposób. To nie tylko bezpodstawny klaps, emocjonalny chłód i brak zainteresowania. Wysoko na liście umieściłabym wyniesioną z domu wyuczoną bezradność.

Może dlatego, że zawsze byłam zwolennikiem brania odpowiedzialności za własne działania i bycia niezależną. Doceniam rady, chętnie z nich korzystam, ale nie wyobrażam sobie, że o moim dorosłym życiu, podejmowanych przeze mnie decyzjach i działaniach mieli by decydować rodzice.

Jest cienka granica między pytaniem o zdanie , a pytaniem o rozwiązanie  problemu.

Jest cienka granica między prośbą o pomoc, a oczekiwaniem załatwienia za mnie sprawy.

Jest cienka granica między poszukiwaniem różnych opinii, a przerzuceniem podjęcia decyzji na drugą osobę.

Zdaję sobie sprawę, że więź rodzica z dzieckiem zazwyczaj jest bardzo silna i najchętniej wyprostowalibyśmy wszystkie drogi, którymi podążają nasze dzieci, ale czy to na pewno jest najlepsze rozwiązanie?

Co się stanie z dzieckiem, któremu w dzieciństwie będziemy „kupować” przyjaźnie, albo załatwimy za nie wszystkie sprawy, w jego imieniu będziemy przepraszać nauczycieli za złe zachowanie…?

Gwarantuje, że w dorosłym życiu lepiej nie będzie! Bo skoro jako dzieci nie mieliśmy szansy wziąć odpowiedzialności za swoje działanie, ubranie wybierała nam Mama, a każdą napotkaną na drodze przeszkodę usuwał Tata, to jak mielibyśmy w dorosłym życiu być odpowiedzialnymi obywatelami?!

Granica między wsparciem, doradzeniem , a zrobieniem wszystkiego za dziecko jest niebezpieczna, bo po jej przekroczeniu rośnie nam człowiek zupełnie bezradny, bez przerwy oczekujący, że wszystko za niego załatwimy.

Trudno się wyrwać z tak wyuczonego schematu, a oczekiwania dorosłych dzieci mogą przybrać nieoczekiwane rozmiary!

Obserwuję to z bardzo bliska.

Jako rodzic pilnuję się, żeby Iga uczyła się rozwiązywać swoje sprawy samodzielnie. Jestem od tego, żeby ją wesprzeć, przytulić, służyć jej radą. I mimo, że serce pęka i chciałoby się przychylić dziecku nieba, to lepiej jest pozwolić mu na bycie Kimś, kto sam o sobie decyduje, potrafi się zmierzyć z codziennością niż wyręczać go we wszystkim.

Sztuką jest dać dziecku możliwość uczenia się na własnych błędach ( oczywiście nie mówię o jakichś skrajnych zachowaniach ) , bo to właśnie te lekcje są najcenniejsze w dorosłym życiu! Mądry rodzic to potrafi.

***********

A jakie jest Wasze doświadczenie?