Różowa bańka pękła

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że mają wszystko. Podobne zainteresowania, fajnych przyjaciół, udane, mądre dziecko. Przeszli razem przez wiele sytuacji, burz, które zburzyłyby niejedne, wieloletnie, fundamenty małżeństwa.

Takie życie….w różowej bańce, która prędzej czy później musiała pęknąć…

Ona snuje się po domu jak cień. Zupełnie nie radzi sobie z kolejną trudną sytuacją, która na nią spadła. Osamotniona do szpiku kości.

On głęboko zanurzony w swoich sprawach, priorytetach i przyjemnościach. Tym razem nie stanął na wysokości zadania.

Obserwuję tą sytuację z dystansu, próbuję zrozumieć jak to się dzieje, że jedne „wielkie” sprawy potrafią scalić, a inne, te dużo „mniejsze” rozsadzają bańkę w pył.

Tak czy owak…w samotności radość nie ma tak intensywnego smaku, a ból wydaje się dwa razy większy. Razem – szczęście mnoży się razy dwa, a ciężar przez dwa dzieli.

Czy odnajdą wspólną drogę?

****************************

Weekend minął szybko! Wytuptuje emocje, które ciągle gdzieś tam we mnie siedzą. W sobotę urządziliśmy sobie rodzinny spacer po okolicy. Ładnie tu! I choć ostatnie kilometry wypompowały ze mnie wszystkie zasoby sił i tak poziom endorfin wzrósł kilkukrotnie!

Z Igą prowadzimy codziennie ożywione rozmowy. Mądrala z niej straszna! 😀 Rozciąga granice, wyznacza swój teren, podkreśla swoją indywidualności i odrębność….na szczęście wciąż jeszcze ma czas i ochotę na wspólne tulenie, spacery za rękę i wieczorną książkę. Patrzę na nią i dochodzę do wniosku, że nie ma lepszego lekarstwa na życiowe bolączki niż ONA.

różowa bańka