Od życia dostaję podwójnie…

… po dupie! Wyłażą ze mnie dzisiaj emocje, stres i rozczarowanie. Dominuje poczucie niesprawiedliwości i pieczenie policzka po otrzymanym razie. Po ostatnich kilku latach dowiedziałam się, że wiele mogę wziąć na klatę, ale to nie znaczy, że za każdym razem będę akceptowała to, że życie karze mnie podwójnie.

Dzisiaj wreszcie wyjaśniła się moja sytuacja w pracy. Do wyboru było kilka opcji i w moim odczuciu wybrano dla mnie najgorszą. Nie czepię się tego, że muszę ogarnąć masę materiału, że będę miała zupełnie inne obowiązki i charakter pracy niż dotychczas- lubię się rozwijać i brać na siebie nowe wyzwania. Ale już na tym etapie wiem, że przywiązanie mnie na 4 godziny do biurka, ze sztywnymi przerwami – 5 minut co godzinę – to błąd, który w konsekwencji przyniesie całkiem niedługo kolejne l4.

Moją winą było….

…zachorować. Płacę za to podwójną stawkę. Odebrano mi pełną sprawność, a teraz próbuje się mi odebrać to, co kocham robić, co potrafię robić i w co zawsze byłam mocno zaangażowana.

Dzisiaj pozwalam sobie na łzy, żal i skrajne emocje. Od jutra ten żal będę zamieniać na konstruktywne działanie. W końcu nie można żyć przez cały czas w przekonaniu, że jest się ofiarą! To do niczego dobrego nie doprowadzi. Wierzę, że i ta zmiana przyniesie coś dobrego. Potrzeba mi tylko dłuższej perspektywy.

…i konkretnych informacji co będzie potem. Póki co zostałam oddelegowana do innego działu na 3 miesiące. Z tego co wiem, takie oddelegowanie może odbyć się tylko raz w roku. Zastanawiam się jak to rozwiążą w październiku.

Jeśli macie jakieś zbędne moce – podeślijcie je do mnie, żebym mogła zeskrobać się z podłogi i z uniesioną głową przekroczyć jutro próg korpo.