Dużo pytań, mało odpowiedzi.

Czas płynie nieubłaganie, wymusza na mnie podjęcie trudnych decyzji, a ja po raz pierwszy od wielu lat czuję się przytłoczona rozdrożem. Dużo pytań, mało odpowiedzi.

Życie kolejny raz pokazuje mi, że nic nie jest czarno- białe. Między tymi dwoma kolorami jest jeszcze cała gama innych odcieni.

Zawsze cieszyło mnie posiadanie wyboru. Sama dbałam o to, żeby mieć jakąś alternatywę. A teraz mnie to … przeraża.

Gdybym była zdrowa…. wszystko wyglądałoby inaczej. Niestety każdą moją decyzję muszę teraz przepuszczać przez filtr moich fizycznych możliwości.

Więc co z tego , że otwierają się przede mną nowe drzwi, że ambicja rwie się, żeby je przekroczyć, skoro ciało mówi „stop”?!

Sytuacja nie byłaby aż taka trudna gdyby chodziło tylko o mnie, ale przecież nie chodzi… Za drzwiami śmieją się ufne oczy mojego dziecka, któremu chce zapewnić bezpieczeństwo i stabilność. Trudno w takiej sytuacji pozwolić sobie na próby, gorzej znosi się błędy, a już na pewno z większą ostrożnością, czasem nawet nieuzasadnionym strachem podejmuje się decyzje odnośnie swojej osoby.

Chorowanie wiele mi daje i wiele zabiera. Nie sposób przechylić tą szalę na jedną stronę, chyba, że ktoś bardzo chce i jest odporny na dobre rzeczy, które przecież też się dzieją. Bo choroba odbiera często fizyczne możliwości, chęci, ale przecież nie odbiera tego kim jesteśmy!

Toczę więc swój kamyk na górę, powoli, krok za krokiem, uważając, żeby się nie potknąć, ale i z nadzieją, że przyjdzie czas, kiedy wyjście z bezpiecznego kokona i podjęcie ryzyka wynagrodzi mi ten czas, który odebrało mi chorowanie.

Nieważne ile dni jest w Twoim życiu. Ważne jest ile życia jest w Twoich dniach!