Mam to, czego chciałam!

Ostatnie kilka tygodni skutecznie podnosiło mi poziom adrenaliny we krwi. Najbliższe zapowiadają się podobnie. Najważniejsze jednak, że krok po kroku realizuję założony w głowie plan. Wciąż jest wiele niewiadomych, które z jednej strony ograniczają moje działania, a z drugiej roztaczają szeroki wachlarz możliwości.

Mam to, czego chciałam….

…. najpierw udało mi się zdobyć zaświadczenie od neurologa. Sam papier pozostawiał wiele do życzenia…wizyta również. Z przykrością, bo wiele razy w kwestiach medycyny pracy już mnie ratował, ale muszę się rozstać z tym neurobożkiem.

Otrzymanie zgody od orzecznika to z kolei moje niekwestionowane szczęście, wielki burdel w przychodni i braki na skierowaniu z pracy.

O szczęściu chyba nie muszę mówić. Wciąż uważam, że mimo różnych życiowych przygód- przeważają te dobre.

Braki na skierowaniu? I to jakie! Okazuje się, że wszyscy w korpo na stanowiskach „specjalista” otrzymują takie same czynniki ryzyka – bez rozróżnienia na to, czym się zajmujemy. A więc jest to – ekran monitora komputerowego powyżej 4 godzin. Nie ma ani słowa o delegacjach, wymuszonej pozycji czy pracy głosem. W związku z czym, orzecznik, który kwestionował moje 8 -mio godzinne siedzenie i podróże nie koniecznie miał się gdzie w tej kwestii wypowiedzieć.

I tu, z dodatkową pomocą, przyszedł burdel w przychodni. Okulista badał dłużej niż orzecznik, laboratorium spóźniało się z wynikami badań, a kolejka rosła. W końcu tłum podniósł krzyk i gdy wreszcie badania dotarły do gabinetu, pani orzecznik na kolanie wypisała wszystkim zgody, mimo, że ze mną umówiła się, na ponowne spotkanie  po odebraniu wyników.

Ja się cieszę. Brak zgody bardzo skomplikował by mi teraz życie. Głównie pod kątem finansowym. A tak, spokojnie poszłam jeszcze na prawie 2 miesiące urlopu, podczas którego wszystko powinno się wyjaśnić – mój grant, decyzja rentowa i dział, do którego mnie wrzucą po powrocie.

Mam tylko wątpliwość czemu służy ten twór w postaci medycyny pracy? Orzecznicy ciężar decyzji przerzucili na specjalistów- wymagane jest zaświadczenie od lekarza prowadzącego ; to zaświadczenie zazwyczaj nawet nie jest oglądane. Lekarze wychodzą z założenia, że skoro jest papier, to na nim jest definitywna zgoda. Zbadano mi ciśnienie ….i tyle. Pani zaczęła wypisywać kartę i tylko czysty przypadek sprawił, że rzuciła okiem na wywiad, na którym wypisywałam przebyte operacje. Ich medyczne nazewnictwo wprawiło panią orzecznik w zakłopotanie więc musiałam wyjaśniać na czym one polegały…

Po co więc tworzyć ludziom bariery pod płaszczykiem bezpieczeństwa, skoro w realu, w większości sytuacji jest to tylko formalność? Równie dobrze zamiast lekarza można by tam posadzić kogokolwiek, wykształcenie medyczne jest tu zupełnie zbędne.

Cóż…poza wyrażeniem zdziwienia nic więcej w tej kwestii nie mogę zrobić.

************************

Rodzina do końca zaciskała kciuki za brak zgody na pracę. Decyzję orzecznika przyjęli puknięciem w głowę. Cóż, może oni widzą coś więcej niż ja?

W każdym razie- zaczęłam urlop! A skoro tak, to gdzieś by człowiek wyjechał 😀

Góry, górki, góreczki…! <3