Bilans trzydziestopięciolatki!

Rzadko zdarza mi się robić podsumowania i wertować swoje życie wszerz i wzdłuż. Czasem sięgam w przeszłość, po to, by w przyszłości nie popełnić tych samych błędów, albo uśmiechnąć się do życia, za to, jakie jest!

Wczoraj, w drodze na urodzinowego grilla, dopadł mnie melancholijny klimat. Bilans. Bilans trzydziestopięciolatki.

**************

Nie mam problemu ze swoim wiekiem. Nigdy nie stresowała mnie stale zwiększająca się liczba lat. Nie mam jakiegoś wielkiego poczucia straty, choć ostatnie dwa lata pokrzyżowały mi sporo planów. Każda dekada ma swój urok, każda rządzi się własnymi prawami. Nie liczy się dla mnie metryka, ale to, jak się czuję! A wciąż czuję się młodo! Z pewnością mój wygląd bardzo mi w tym pomaga i wiele osób potrafi zmylić. Wciąż zdarza mi się być proszoną o dowód w sklepie – może ostatnimi czasy rzadziej, ale to głównie dlatego, że nie kupuję artykułów z granicą 18 lat! 😉

Co na plus?

  • Jestem Mamą – a przecież było ogromne ryzyko, że nigdy nią nie zostanę! Nawet gdy byłam już w ciąży, całe 9 miesięcy upłynęło w pozycji leżącej, głównie w szpitalu, ze stale dobijającą się z tyłu głowy myślą, że to się może nie udać! Ale udało się! I jestem najszczęśliwszą Mamą na świecie!
  • Córcia – mój największy Skarb! Jak każdy rodzić widzę w niej samo dobro! Pięknie mówi, pięknie śpiewa, pięknie tańczy! Jest troskliwa, oddana i kochająca! Jest moim Cudem!
  • Rodzina – jak bardzo inna od tej, w której się wychowałam! Przez lata myślałam, że miłość nie jest zarezerwowana dla kogoś takiego jak ja – a tu proszę- pokochało mnie tyle osób. Tak bardzo, że wciąż trudno mi uwierzyć, w ten kolejny cud w moim życiu!
  • Pasja – Góry! Coraz więcej ich w moim życiu, a i tak czuję ciągły niedosyt, tęsknotę za wolnością, którą mi dają! Pokonuję kolejne bariery- swoich strachów, niepewności, fizycznej wytrzymałości. Zdobywam nowe umiejętności. Jestem w tym naprawdę niezła!
  • Podróże – od zawsze mnie nosiło. Teraz, jeśli nie ruszam się z LU dłużej niż miesiąc- dwa staję się nerwowa. Każda podróż się liczy- nie ważne czy kilometry będą wyrażone w jednostkach czy tysiącach. Podróż to oderwanie się od codzienności, nabranie dystansu, nowej perspektywy, odpoczynek, mimo, że zawsze bardzo aktywny, poznawanie świata, możliwość pokazania tego świata Idze, dzielenie się kulturą z innymi, sens…
  • Praca – bo kocham to, co robię! Uwielbiam pracę z ludźmi, energię, którą mi dają na sali szkoleniowej i którą ja mogę odbić do nich! Lubię kreatywne łamigłówki, projektowanie narzędzi, zmianę i różnorodność! I podobno jestem w tym dobra 😉

Co na minus?

  • Praca 😉 – coraz mocniej odczuwam, że korporacja to nie miejsce dla mnie. Nie chce brać udziału w wyścigu, ślizgać się na czyichś plecach, dbać o cyferki, statystyki czy wykresy, które w niewielki stopniu definiują to , o co naprawdę chodzi w moim zawodzie. Gdybym dostała ten grant….
  • Relacje – przez lata różnym relacjom, na wielu poziomach pomogłam się rozluźnić. Dzisiaj mocno tego żałuję. Znów te ostatnie dwa lata miały w tym niemały udział. Izolacja w domu skutecznie odizolowała mnie od wielu ludzi, z którymi czułam się naprawdę świetnie. Cóż, nie wszyscy są gotowi zmierzyć się z czyjąś chorobą.
  • Zdrowie – tu chyba nie muszę dużo mówić. Ja wiem jak jest. I Wy częściowo też to wiecie. Modlę się tylko, żeby nie było jeszcze gorzej. To, co mam teraz udźwignę.
  • Rzeczy materialne/finanse – cóż, nigdy nie przywiązywałam do nich szczególnej wagi. Ale choroba kosztuje. Dużo. Najgorsze jest to, że wtedy człowiek zostaje najbardziej samotny. Opuszczają Cię nie tylko znajomi, ale opuszcza Cię też Państwo. Chętnie korzysta z Twoich składek, ale już mniej chętnie się z Tobą nimi dzieli. Człowiek upokorzony chorobą, jeszcze bardziej zgina kolana pod  karzącą za to chorowanie ręką państwa.
  • Muzyka – tu odpuściłam na całej linii. Z różnych względów. To dość skomplikowane. Od zawsze byłam dla siebie surowa, a kiedy nie spełniam wymagań odpuszczam. I odpuściłam. Boli…

Najważniejszy wniosek jaki mi się nasunął to taki, że na większość minusów mam wpływ i mogę je zamienić w plusy! Tym, co nie jest zależne ode mnie, nie chcę sobie zaprzątać głowy. Szkoda na to mojej energii, a będzie mi potrzebna, bo roboty jest mnóstwo.

Więc, Złota Rybko – niech się spełni!