Zwykły dzień

Jak zwykle, w wolny dzień, obudził mnie mój osobisty budzik. Odgarnął mi delikatnie włosy z oczu i zażądał śniadania. Zaczął się nasz (nie) zwykły dzień…

Poranna krzątanina w kuchni wypełniona jest różnymi zapachami. Każdy, jak to zwykle bywa w naszej rodzinie, chce zjeść coś zupełnie innego. Iga zażyczyła sobie naleśniki, wyciąga mikser, wsypuje mąkę, dzielnie pomaga przy mieszaniu składników. M. rano nie ruszy się nigdzie bez jajka, a ja zadowolę się kurczakiem z warzywami.

Potem czas na kawę. Zasiadamy wszyscy na balkonie, grzejąc nierozruszane jeszcze ciało w słońcu. Łyk kawy, kawałek bloku czekoladowego, towarzystwo moich najbliższych i wiosenne słońce….czy można chcieć czegoś jeszcze?

Pakujemy plecak : koc, woda, drobne przekąski, dobble i ruszamy na piknik. Szkoda było by zmarnować tak pięknie zapowiadający się dzień na siedzenie w domu. Po południu przyjdą burze. Znów razem usiądziemy na naszym balkonie, tym razem owinięci w koc i będziemy podziwiać potęgę natury.

Wieczorem usiądziemy przy stole. Oni znów wzbudzą w kuchni całą paletę pysznych zapachów, ja wypiję zieloną herbatę.

Przed snem koniecznie książka. Skończyłam czytać Idze „Tajemnicę rajskiego wzgórza” – dzisiaj wybierzemy sobie coś nowego.

A kiedy Iga pożegna nas swoim Kocham Was, słodkich snów, do jutra, wybierzemy z M. jakiś film, może coś o górach, a może po prostu będziemy leżeć i rozmawiać. Nie ma nic cenniejszego niż dbanie o relacje, bycie przede wszystkim dla siebie, dopiero potem dla innych.

I gdyby większość dni była podobna do dzisiejszego….nie potrzebowałabym już Złotej Rybki.

Dobrej niedzieli!