Dzień po…

Dzień po…piątku 13-go! Pisałam Wam, że zawsze tego dnia przydarza mi się coś dobrego? Jeśli nie, to właśnie piszę. Udało mi się zwiedzić dwie uczelnie, na których studiowałam. Bez problemu Panie z dziekanatu zaświadczyły w jakich latach byłam studentką, bo jak się okazuje ZUSowi nie wystarczą dyplomy ukończenia studiów. Odstałam swoje w kolejce i mimo braku dwóch dokumentów przemiła Pani z obsługi puściła mój wniosek o rentę.

Dziwne…dziwne to słowo renta. Wciąż nie chce mi przejść przez gardło, mimo, że od orzeczenia jestem jeszcze lata świetlne.

********************

Wieczorem przyszła burza. Uwielbiam burze. Dzisiaj cały świat obudził się do życia z nową energią. Pąki na drzewach pękają jak szalone, a krzewy z każdą godziną pokrywają się soczystszą zielenią.

Burze w cudowny sposób oczyszczają atmosferę. Jak się okazuje…niemal w każdej sferze. Wczoraj rzeczy zaczęły się układać jak należy. Nareszcie….

**********************

A dzisiaj?

O poranku zbudził mnie świeży zapach kawy. Dom szumiał mi w uszach ciszą i tylko ten aromat wyrywał mnie z objęć snu. Uległam mu. Poczłapałam do kuchni, wzięłam filiżankę i umościłam się na balkonie. Słońce pięknie grzało. Mimo wczesnej godziny czułam mocno gorące promienie. Zdjęłam bluzę, wystawiłam twarz do słońca i …usłyszałam Victorię zespołu Dżem. Lubię tę piosenkę. Mam z nią dobre skojarzenia. Wyciągnęłam się wygodniej w fotelu i zasłuchałam w muzyce. Głośna była mimo wczesnej pory i wszechobecnego blokowiska.

I wszystko było by fantastycznie…gdyby nie to, że Victoria leciała wkoło przez całą godzinę, którą spędziłam na balkonie 😀 Sąsiad podobno słuchał jej dłużej, bo już od 7 rano! Gdy wychodziłam z domu ok 11 – piosenka nadal leciała.

Hm….ktoś tu miał chyba „piękny sen” 😉

**************************

Jak Wam mija weekend? 🙂