Decyzja, z którą trudno mi się pogodzić!

Decyzja o powrocie do pracy zaprząta mi głowę już od dłuższego czasu. To zdecydowanie złożona i wielowymiarowa dla mnie sprawa. Z jednej strony bardzo potrzebuję możliwości realizowania się zawodowo, spotykania ludzi, rozwijania swoich umiejętności. Na to nakłada się kwestia finansów, które jak wiadomo, w przypadku przewlekłej choroby są niezbędne. Najzwyczajniej w świecie brakuje mi takiej aktywności, brakuje mi normalności. Z drugiej strony znam swoje ograniczenia. Zrobiłam ogromny postęp, w porównaniu z tym, co było zaraz po operacji teraz naprawdę mogę wiele, ale…w domu mam pod ręką łóżko. Gdy tylko poczuje się gorzej – a zawsze aktywne dni niosą za sobą konieczność przeleżenia kilku następnych – mogę się położyć i odpocząć. Mogę wziąć przeciwbóle, które w połączeniu z lekami od zawrotów głowy wpychają mnie siłą w objęcia Morfeusza,  nie mogę się od nich uwolnić. Trudno mi też będzie biegać między stolikami lub stać przy flipie, kiedy co jakiś czas kołyszę się jakbym była na statku podczas ogromnego sztormu. Nie wspomnę o konieczności służbowych wyjazdów, których sporo ostatnio w moim biurze…

Decyzja, z którą trudno mi się pogodzić…

…podobnie jak z orzeczeniem o niepełnosprawności, na które do tej pory się nie zdecydowałam. Bałam się, że w jakiś sposób odbierze mi energię, siłę i motywację. Teraz wciąż od siebie dużo wymagam. Mówię sobie – jesteś zdrowa, rusz d..e! Może ten papierek odebrał by mi to poczucie sprawczości? Nie wiem. Nie mogę tego sensownie wytłumaczyć!

Dzisiaj, po konsultacji z lekarzem odebrałam odpowiednie zaświadczenie, w którym czarno na białym opisane są moje medyczne przygody. Dla lekarza prowadzącego kontynuacja mojego siedzenia w domu była oczywista, dla mnie nie.

Machina ruszyła. ZUS jeszcze na 1000 różnych sposobów może odmienić moje losy. Nie wiem jak ogarnąć sprawę pracy – z tego co wiem decyzja nie zapadnie zanim skończy mi się zasiłek rehabilitacyjny, a medycyna pracy z dużym prawdopodobieństwem nie wyda mi zgody na powrót…mogę zostać z niczym. Wpadnę w próżnię papierologiczno- formalną…:/

Musiałam odreagować. Mela – byłabyś ze mnie duma 😉 Umyłam prawie wszystkie okna. Lśnią! I pokoje jakby jaśniejsze! 😉 Odkurzyłam, wyszorowałam kafelki… praca fizyczna ma na mnie zbawienny wpływ. Na chwilę zapomniałam o tym, jak wiele odebrała mi choroba, na chwilę zapomniałam o dobijającej się od rana migrenie, na chwilę zapomniałam o poczuciu niesprawiedliwości, które chodzi mi ostatnio po głowie.

Na chwilę….