Weekendowe migawki

Zima wróciła z całą mocą. Od wczoraj sypie bez przerwy. To, co dzieje się na drogach, woła o pomstę do nieba! Dziś, przed moim oknem zderzyły się ze sobą trzy samochody. Nie wiedzieć czemu – jeden z nich postanowił jechać pod prąd, a reszta nie wyhamowała. Drogowców jak zwykle zaskoczyła zima, więc jezdnie pozostały nieodśnieżone, a kierowcy mają ogromny problem z zatrzymaniem się.

********************

Na balkonie tyle śniegu, że mogłabym ulepić bałwana. Ale nie ulepię, bo Iga nadal zepsuta. Wygląda na to, że przyszły tydzień również spędzi w domu. Ma to swoje wady i zalety, choć niewątpliwie skupiam się na tych drugich. Tyle czasu na przytulanie, czytanie „Małej księżniczki”, oglądanie filmów przyrodniczych… 🙂

**********************

Ranek przywitał mnie migreną. M. na próbie, Iga na szczęście okazała się wyrozumiała i dała mi przeleżeć najgorszy czas. Siłą woli i matczynego obowiązku podniosłam się w końcu, żeby przygotować śniadanie. Nie lubię gdy pogoda zmienia się tak diametralnie. Moja głowa najwyraźniej też nie…:/

********************

Popołudniu jedziemy na spotkanie. Wspierać tych, którzy są na początku walki z raczyskiem. Jak głowa nie odpuści marne będzie ze mnie wsparcie, więc zaklinam- migreno, idź precz! 

Już nie pamiętam tego zagubienia z początku swojej onkologicznej drogi. Tyle czasu minęło od tamtej pory. Znam teraz każdy korytarz starego CO, myślowe skróty lekarzy, tok postępowania, zasady przygotowania do badań, skutki uboczne leczenia, zaszyfrowane w mało dostępnym języku diagnozy…taki chleb powszedni. Staram się wykorzystać nabyte doświadczenie, żeby tym z początku drogi ułatwić nieco start. Nie zastąpię lekarza, który w idealnym świecie miałby czas na rozwiewanie wątpliwości, opowiadanie o leczeniu, wspieranie pacjenta, ale mogę służyć doświadczeniem i tym, co najważniejsze….czasem. Na rozmowę, na wysłuchanie, na milczenie….

*******************

A jak Wy spędzacie weekend?