Kilka słów o bezradności…

Mieliście kiedyś taką sytuację, że Wasze wewnętrzne przeczucie podpowiadało Wam, że coś jest nie tak i faktycznie to okazywało się prawdą? Mi zdarzyło się to już kilka razy – za pierwszym razem ,wymusiłam na lekarzu skierowanie na MRI głowy, bo uparcie leczył mnie od migren, a tam sobie rósł już guz.

Znam swoje ciało, bacznie się mu przyglądam. Po prostu wiem, kiedy dzieje się coś, co należy szybko wyjaśnić.

***************

Lu przywitał mnie twardym lądowaniem. Jeszcze przed wyjazdem konsultowałam z naczyniowcami, rehabilitantami i neurologami nowy ból , który kilka tygodni temu pojawił się w nodze i utrudnia mi teraz wygodne siedzenie, stawianie większych kroków, czasem wybudza w nocy. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, każdy z nich odpowiedzialność przerzuca na innego. Na szczęście dali skierowanie na badania. Tyle, że….. podczas dopllera okazało się, że większość żył ładnie się zrekanalizowala (ufffff!!!!)- z wyjątkiem początku udowej i biodrowej, nie ma nowych skrzeplin, ale obrzęk nogi bardzo zaniepokoił radiologa. Długo szukał, przyglądał się, porównywał z drugą nogą, ale nie znalazł żadnej przyczyny naczyniowej….nie ma też pomysłu, dlaczego noga wygląda tak niepokojąco. Mimo tak ładnego usg, poziom moich d-dimerów jest 3 razy wyższy niż norma…:/

Poryczałam się. Z bezradności. Bo wiem, że dzieje się tam coś, co nie wróży nic dobrego, ale żaden z lekarzy nie chce się choćby odrobinę zagłębić w problem, wyjść poza swoją wąską specjalizację, albo chociaż nakierować do kogo powinnam się z tym udać!

Zdaniem wielu, jeśli na zdjęciu coś wygląda w miarę porządku- to znaczy, że jest ok! Przez ostatnie 5 lat zmagania się z dyskopatią, dobrze wiem, że to nie prawda! Ostatnio opublikowane badania jasno mówiły, że obraz jest tylko pomocniczym narzędziem ( zwłaszcza, że u nas najczęściej wykonuje się obrazy statyczne), a najważniejsze są odczucia pacjenta i to również na ich podstawie powinno się ustalać dalszy proces leczenia lub pogłębiania diagnostyki. Niestety chyba niewielu lekarzy to przeczytało…

Czekam teraz na MRI. Jest prawdopodobieństwo, że kolejny dysk uciska korzeń i daje takie objawy. Jeśli jednak badanie nic takiego nie wykaże – lekarze z czystym sumieniem zamknął moją teczkę, a ja zostanę dalej w punkcie wyjścia. W końcu to nie ich dyskomfort….

*******************

Wiosna za oknem! Wystawiam twarz do słońca i ładuję się wiosenną energią! Pięknie uzupełnia się z tą przywiezioną z Hiszpanii! 🙂 Z córą zwiedzamy wszelkie okoliczne place zabaw, które mocno się zatłoczyły na okoliczność zamkniętych w niedzielę sklepów 😉

**********

Ktoś ostatnio pogubił się w moim chorowaniu/ niechorowaniu 🙂

Tymczasem oświadczam wszem i wobec, że ze mnie taki typ, który nie usiedzi w domu. Choroba nie zamknie mnie na zawsze w czterech ścianach, nie schowam się z nią przed światem, moim jedynym zajęciem nie będzie umartwianie 😉

Kiedy przez pół roku od operacji poruszałam się jedynie po mieszkaniu i z chodzikiem była to jedna z większych traum jakie przeżyłam. Kiedy mogłam przejechać samochodem jako pasażer kilkadziesiąt kilometrów, wsparta przeciwbólami pojechałam z rodziną do Rzeczycy- oni spacerowali, a ja siedziałam w wygodnym fotelu i cieszyłam się przyrodą. Kilka miesięcy później pojechałam do Muszyny – nadal nie mogłam robić tras, które robiła większość, ale mogłam wybierać krótsze, łatwiejsze, gdzieś podjechać. W Biesach zacisnęłam zęby i stwierdziłam, że przez najbliższe 3 dni daję z siebie wszystko. Nawet jeśli boli- w tym bólu widzę jakiś sens – mogę się cieszyć widokami, być w ukochanych górach, włóczyć się z przyjaciółmi. Taką samą zasadę przyjęłam teraz na Hiszpanię.

Choroba ograniczyła znacznie moją aktywność- bo ambicje sięgają znacznie wyżej niż to, co teraz robię.

Ale…wolę żyć krócej i intensywniej niż dłużej i zachowawczo! W innej rzeczywistości, ale na własnych zasadach. Amen! 🙂

Dobrego tygodnia! <3