Nieszczęścia chodzą parami…

Słynne powiedzenie mówi, że nieszczęścia chodzą parami….hmmmm…niech się zastanowię ;).

U mnie ta teoria nie ma zastosowania. Nieszczęścia lecą całymi stadami, zwłaszcza ostatnio, ale jest też kilka światełek na tej krętej i wyboistej drodze, jak choćby wynik wczorajszego USG. Torbielki sobie rosną, jest ich więcej i są większe, ale nadal żadna nie wygląda podejrzanie. Ulżyło mi bardzo, jakbym zrzuciła z siebie tonę ziemniaków. 😉

Lekarze niezmiennie tworzą mnóstwo sprzecznych teorii na temat mojego stanu zdrowia, ale przynajmniej skierowali mnie na badania, które powinny jasno wskazać przyczynę rwącego bólu nogi. Oczywiście sprawa rozciągnie się w czasie, ale liczę, że  Olga postawi mnie na nogi, a przynajmniej jakoś zminimalizuje ten ból. Kolejny cykl rehabilitacji ma też inne zalety – rozmasowana, wzmocniona i obklejona tejpami mam większe szanse na górskie spacery w Hiszpanii.

**************

Wczoraj wyrwałam się na krótką chwilę z LU. Iga znów pojechała w moje rodzinne strony na weekend, więc przy okazji odwiedziłam rodziców i babcię. Ta ostatnia, z wrodzonym sobie wdziękiem, skomentowała, że marnie wyglądam i jakaś wychudzona jestem 😀

Uwielbiam Babcię! Nie mogłam jednak wczoraj nie zgodzić się z jej ‚komplementem”. Ostatnie kilka dni dały mi w kość i zszarzałam na twarzy.

Dzisiaj cegiełkę dołożyła migrena. Dopiero teraz powoli podnoszę się z łóżka. Boli nadal, ale taki ból jestem w stanie już znieść.

**************

Trzymam się moich światełek w tunelu. Inaczej bym zwariowała. Przede mną weekend przyjemności, które mam zamiar sobie sama zapewnić 😀 M. jutro koncertuje, Iga wraz ze sztabem Cioć jedzie na stok, a potem na basen, a ja mam czas tylko dla siebie.

Pośpiewam, poczytam, wyśpię się, obejrzę polecone filmy, pójdę na spacer. I z nową energią przywitam nowy tydzień.

A Wy jakie macie plany na weekend?

Wiecie, że dzisiaj w bazie pod K2 było cieplej niż w większości Polski? 😀