Dzień, jak co dzień …

Nie odróżniam od siebie dni. Zwłaszcza teraz, kiedy nie były odmierzane szkołą. Dzień, jak co dzień. Każdy trochę podobny do poprzedniego i każdy odrobinę inny od następnego.

Umilamy sobie czas czytaniem książek, układaniem puzzli, planszówkami, długimi pogaduchami w łóżku. Zwykłe codzienne czynności, a jednak jest w nich coś wyjątkowego, gdy przeżywa się je razem. Czasem trafi się jakiś nadprogramowy gest, dzięki któremu mamy okazję zobaczyć coś poza czterema ścianami naszego domu.

Tu mi najlepiej. Ograniczyłam mocno swoją ostatnią aktywność. Do niezbędnego minimum. Zamieniłam chwilowo spacery, zakupy, zabawy na śniegu z Igą na ciepłą kołdrę i łóżko. Tu mam bazę. Tu myśli mi się najlepiej.

Najspokojniej jak potrafię układam w głowie różne scenariusze. Staram się przewidzieć każdą możliwość, choć z góry wiadomo, że to karkołomne działanie.

***********

Czekam na Igę. Ostatnio miałyśmy tyle czasu dla siebie i chwytałyśmy go tak łapczywie, że tę rozłąkę odczułam mocniej niż zwykle. Czekam na pierwszy uścisk i słowotok wrażeń.

Lubię słuchać jej szczebiotu przez telefon gdy do mnie dzwoni. Wydaje się być wtedy jeszcze mniejsza, jeszcze młodsza niż jest w rzeczywistości. Niebawem jej głos ściemnieje….ciekawe czy będzie podobny do mojego. Ciekawe, czy będzie dzwonić, tak chętnie, jak teraz…

Taki dzień, jak co dzień..