Konsekwencje, konsekwencje!

Moja  naiwność sięgnęła dna. Dobrostan zupełnie mnie oślepił….i poszłam w tango. A później, szturmem przybyły konsekwencje moich aktywnościowych aspiracji!

Cóż…było to do przewidzenia. I żadne tłumaczenia, że przecież muszę ćwiczyć formę przed wyjazdem w Tatry nie sprawiły, że kara mnie ominęła.

Ale…..

I tak było warto!

Potuptaliśmy z M. na spacer. Wreszcie, pośród wielu szarych dni, pojawił się słoneczny! Grzechem byłoby go nie wykorzystać.

Więc poszliśmy do lasu! Bajkowy widok! Szron skrzący się w słońcu tworzy niesamowite widowisko. I cisza…taka, której nie jesteś w stanie doznać w mieście. Dopiero kiedy wejdziesz w głąb lasu, zatrzymasz się – usłyszysz jak miasta potrafią być głośne. Nic dziwnego, że trudno zebrać myśli.

A w lesie tak dobrze dyskutuje się o życiu, o oczekiwaniach, o planach, o radościach i smutkach, o poszukiwaniach i odkryciach, o pasjach i nudzie.

I tak przez 10 km……

Ale bez względu na mój obecny stan, konsekwencje moich małych szaleństw – warto było! Żeby choć przez chwilę usłyszeć co głęboko mi w duszy gra.

spacer po lesie

********************

A teraz oddelegowuje się na badania. Miłego dnia! 🙂