Jak ja lubię niespodzianki!

Przez całe wczorajsze popołudnie M. rzucał mi konspiracyjne spojrzenia. Spod przymkniętych powiek sprawdzał mój stan, aktualny zakres ruchów, drogę poruszania się po mieszkaniu – czy aby na pewno prosta- i szybkość reakcji.  Aż w końcu wydusił to z siebie –Kochanie chciałbym Was dzisiaj gdzieś zabrać. Ubierz się elegancko!

Niespodzianka!

W pośpiechu przeczesywałam szafę szukając małej czarnej dla siebie i dla Igi. Postanowiłam zrobić sobie twarz, żeby nie straszyć ludzi bladością lica i ciemnymi krążkami pod oczami. Dziecko wyglądało jak milion dolarów w swojej małej czarnej i żakiecie, M. wyglądał jak drugi! Szczęściara ze mnie!

Ruszyliśmy w miasto!

Uwielbiam niespodzianki, a ta była dopięta na ostatni guzik! W umówionym miejscu czekała już przeszczęśliwa Babcia, która porwała wnusię na koncert do filharmonii, a później na nocleg pod swoim dachem, a my z M. ruszyliśmy dalej. Przyznam, że w tym momencie wszystkie moje koncepcje – jak spędzimy dzisiejszy wieczór- legły w gruzach 😉

Tak nam dobrze…

…razem!

Wieczorny scenariusz obejmował…..wernisaż jednego z lubelskich artystów pod znamiennym tytułem Labor i kolację w naszej ulubionej restauracji.

niespodzianki

fot. Paweł Waga

Błędnik szalał, kręgosłup też….ale jakie to ma znaczenie, kiedy mamy czas, żeby nacieszyć się sobą!

Powtórzę..

… Szczęściara ze mnie!