Dźwięki CO

Byłam dziś w CO. Na rutynowej kontroli.  Dostałam zestaw plików, skierowań. Machina ruszyła. Dowiem się czy hodowla w piersi nie złości się oraz czy kościec pozostaje w nienaruszonym stanie. Zbadamy także głowę. Ot tak, dla pewności, że od lutego nic tam nie zamieszkało.

Korytarze…

…jak zwykle wypełnione ludźmi. Kolorowe COZL przyciąga niczym magnes, jakby było placem zabaw, a nie…wyrocznią.

Na każdym rogu targ- kto bardziej , kto dłużej choruje. Ludzie prześcigają się w argumentach na chemię, radio, ilość dni spędzonych w szpitalu, na dolegliwości. Jakby nie było innych, lepszych tematów do zaciętych dyskusji.

Na krześle obok mnie, w kolejce do doktorka siedziała młoda dziewczyna. Jeszcze przed trzydziestką. Ja słuchałam – ona mówiła. Niemal z płaczem, z rezygnacją. Czułam, że musi ten ciężar z siebie wyrzucić. Jest na początku swojej drogi. Martwię się, co będzie kiedy dotrze do pierwszego, drugiego i kolejnych zakrętów… Czy starczy jej siły?

Przeczytałam dzisiaj: Jak uważa wielu wybitnych filozofów i lekarzy: ludzie umierają nie tyle na choroby, ile na diagnozy. Zinterpretowali swój stan lub uwierzyli w interpretacje autorytetów w sposób, który podcina im skrzydła, odbiera radość życia (…) – bliska mi ta myśl.

*****************

Jestem mistrzem śmieciowej kuchni! Przedwczoraj zrobiłam zupę śmietnik, dziś tartę śmietnik!

Nic, co zamieszkało w mojej lodówce, nie ma prawa się zmarnować.  A jakie czarodziejskie smaki wychodzą z wszelkich resztek?!

Pyyyyysznie pachnie dom…

******************

Pamiętajmy o TYMKU .