Snujące się myśli piątkowe

Aż boję się powiedzieć to na głos. Żeby nie zapeszyć. Przez cały tydzień wymieniałyśmy z Olgą rehabilitantką znaczące spojrzenia. A w nich zachwyt, radość i nieco strachu, że to wszystko pryśnie jak bańka mydlana!

Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w tak dobrej formie fizycznej, jak przez ten miniony tydzień! Oczywiście, to nie oznacza, że mogę już biegać maratony, co więcej – odprowadzając dzisiaj córkę do szkoły ( a mam stosunkowo blisko) ledwo doczłapałam z powrotem. Od razu powaliłam się na łóżko i poszłam spać. Ale przez 4 dni udało mi się poćwiczyć nieco na sali. Głównie rozciąganie i mięśnie stabilizujące. A także mózg, który pracuje tam intensywniej niż mięśnie, wyrabiając sobie nowe połączenia, które pomagają mi utrzymywać względny pion. Przez cały miniony tydzień brałam o połowę mniej przeciwbóli niż ostatnio! Jaki to był piękny czas! Jak bardzo chciałabym, żeby trwał. Ale …ciiii…., nie mówię głośno, bo jeszcze zło usłyszy.

***************************

Prezenty już niemal w komplecie. Chowam je po różnych kątach, w nadziei, że Iga przypadkiem tam nie zajrzy! W tym roku nadal króluje magia Mikołaja. Za rok ten czar pewnie pryśnie, ale teraz jeszcze postanowiliśmy się nacieszyć tą odrobiną tajemniczości.

Lubię tą euforię, która towarzyszy mi , gdy planuje czym mogłabym obdarować innych. To dla mnie najlepsza część, może nawet fajniejsza niż samo otrzymywanie.

Rozmawiałam ostatnio z M. o moich wspomnieniach z zeszłego grudnia. Pierwsze wyraźne, wspomnienie to ten krótki spacer z chodzikiem do drzwi salonu, żeby zobaczyć ubraną przez Igę choinkę. Nie pamiętam kto kupował prezenty, kto je pakował… W tym roku będzie inaczej! Ulga.

**************************

Chciałam w tym roku sprawić kilku osobom drobną przyjemność. Mam nadzieję, że poczta nie zawiedzie 🙂

Ten kto mnie zna -wie, że talentu do prac manualnych nie mam. Postanowiłam nieco nad tym popracować! W końcu jestem mamą pierwszoklasistki, co jest nierozerwalnie połączone z …odrabianiem prac domowych przez rodzica! 😉 Tak więc ćwiczę, żeby być choć w przybliżeniu na poziomie 7-mio latka!

Razem z Igą przygotowałyśmy świąteczne kartki. Robiłyśmy choinki z papieru, bałwanki z nausznikami, uśmiechnięte renifery, srebrzyste bombki i co nam tylko podpowiedziała wyobraźnia. Nasze pocztówki poszły już w świat, mam nadzieję, że choć jedna osoba uśmiechnie się na ich widok 🙂

****************************

Wróciłam ostatnio do kilku starszych wpisów. Wiele się pod nimi działo. Bloga zawsze tworzą jego goście, ludzie, którzy wchodzą w interakcje z autorem. Ostatnio mocno mi ich brakuje. Tęsknie za pyszną poranną kawką od Owocka i Martka, za wyścigiem Meli po wirtualne krówki w nagrodę za podium i dyskusje o schabowym pod postami o motywacji. I za innymi dyskusjami o wszystkim i o niczym.

Tak, zmieniło się. Dużo i jednocześnie niewiele. Bo to, że przemalowałam „pokój” nie oznacza, że zmieniłam się jako osoba. Że w tym nowym miejscu trzeba uważać, żeby przypadkiem nie nakruszyć 😉 Lubię zmiany. W domu też co chwilę coś przestawiam. Taka już jestem 🙂

Tak, jak prawem autora jest malowanie swojego miejsca według własnego uznania, tak prawem Czytaczy jest wybór tego, co czytają lub komentują. Rozumiem to.

Niemniej jednak…bez Was jest mi zimno u siebie…A lubiłam tą moją odskocznię od rzeczywistości.

***********************

Dobrego weekendu!