Praca pali się w rękach!

Odkąd zaliczyłam spektakularnego orła w Lidlu, na oczach setki Klientów, M. hamuje moje pracoholiczne zapędy. A ja, na pohybel wszystkiemu, zapełniam dni w kalendarzu zadaniami, aż zaczyna brakować mi miejsca! Praca pali się w rękach!

Co za fenomen?! Od roku siedzę w domu, a jedynym moim obowiązkowym zajęciem powinno być leżenie z nogą w górze naprzemienne z krótkimi spacerami.Tymczasem nie jestem w stanie wyrobić się z rzeczami, które postanowiłam zrealizować. Od czasu do czasu wpada mi do głowy szalony pomysł wykorzystania odkurzacza, lub mopa, ale jak pokazuje historia – 10 minut latania ze szczotą ,skutkuje kilkudniowym unieruchomieniem w łóżku. Ograniczam się zatem do podlewania kwiatków. Resztą dzielnie zajmuje się  M.

Praca umysłowa dobra na wszystkie zmartwienia!

…..chyba , że sama staje się zmartwieniem! Tak już mam, że mój perfekcjonizm wżyna mi się wyrzutami za skórę jak czegoś nie dokończę, zrobię powierzchownie, lub odłożę na inny dzień, gdy było zaplanowane właśnie na ten!

Ale staram się z tym walczyć…, a że z różnym skutkiem…?! Cóż…..taki lajf!

W każdym razie wpadłam w rytm pracy umysłowej – projektuję warsztaty, które mamy zamiar realizować razem z Tatą, wypisuję pomysły na nazwę bloga dotyczącego coachingu i trenerstwa, ale w zupełnie luźnej odsłonie ( od miesiąca nie wymyśliłam nic sensownego), rozkminiam pozyskanie finansów na nakręcenie teledysku dla NaGrani, zachciało mi się kolędę nagrać – tak w duchu świątecznym- suszę głowę M., żeby zaaranżował ją na bas i wokal, bo tak mi się uwidziało! On pyta którą? A ja na to- nie wiem! Bo nie wiem! Nie mam pomysłu. Póki co ,wiem tylko, że chcę!

Taki ze mnie pracownik roku! Grunt to stworzyć pozory zajętości!

Taka to praca, która pali mi się rękach….mniej więcej tak, jak na poniższym obrazku dokładnie odwzorowującym mój obecny pęd! 😉

robota