Operacja kręgosłupa – czy było warto?

Dokładnie rok temu pakowałam szpitalną torbę i szykowałam się do drogi – na drugi koniec Polski. Z wielkimi nadziejami, ale też z ogromnym strachem wsiadłam do pociągu, który zawiózł mnie wprost pod drzwi gryfickiego szpitala. Nie bałam się samej operacji – przecież i tak ją prześpię – bałam się, że nadzieja na poprawę, która tliła się w mojej głowie zgaśnie bezpowrotnie. Operacja kręgosłupa – czy było warto?

Żadna decyzja nie jest czarno-biała

W drodze do szpitala M. snuł nasze podróżnicze plany, wybierał czterotysięczniki, które zdobędziemy w najbliższe wakacje. W dalszej perspektywie widzieliśmy się gdzieś w Himalajach, na coraz wyższych szczytach. Już wtedy miałam przeczucie, że operacja nie jest czarodziejską różdżką, która nagle odmieni mój los, ale muszę przyznać, że liczyłam na więcej, przede wszystkim , że zyskam trochę czasu na realizację naszych wspinaczkowych planów.

Nie będę wracać do historii i tego jak zaczęła się moja przygoda z dyskopatią. Kto jest ciekawy, albo już zapomniał może poczytać sobie między innymi TU.

Lekarze zdecydowali się na operację z dostępu przedniego – stabilizacja L5-S1(ALIF). Zamiast dwóch godzin na sali spędziłam 5- wcześniejsze cięcie cesarskie spowodowało, że trzeba było poprosić o asystę chirurga ogólnego. Pamiętam, że kiedy się obudziłam strasznie bolały mnie łydki. Ten ból tak mocno wrył mi się w pamięć, że niemal czuję go do dziś, gdy tylko wracam do tego dnia myślami.

Nie odczułam ulgi. Wiem, że niektórzy budząc się po operacji mają poczucie, że wreszcie ich nie boli. Pierwsze dwie noce były ciężkie. Trudno się było przekręcić, a lewa strona brzucha spuchła i niemiłosiernie ciągnęła. Ponieważ chciałam jak najszybciej wyjść do domu , ćwiczyłam chodzenie z chodzikiem. Łzy leciały ciurkiem. Widziałam twarze moich bliskich. Ze wszystkich sił starałam się uśmiechać, żeby tylko nie patrzyli na mnie w ten sposób.

Po powrocie do domu okazało się, że w brzuchu pojawiły się dwa duże krwiaki ( stąd to ciągnięcie i ból). Jeden trzeba było ściągnąć na SORze. W dwa tygodnie po zabiegu nie mogłam stanąć na nogę. To jeden z gorszych bólów jakie pamiętam. Milion myśli na minutę, w tym ta, że amputują mi nogę! Zakrzepica objęła duży obszar – od żyły biodrowej po podkolanową – wszystko było całkowicie zablokowane. Tak sobie myślę, że miałam ogromne szczęście, że żaden z tych skrzepów nie urwał się i nie powędrował wyżej.

Zakrzepica spowodowała inne komplikacje. W lutym przeszłam udar niedokrwienny. Prawdopodobnie to spowodowało uszkodzenie błędnika – do tego stopnia, że nie reaguje on na żadne bodźce. Drugi, uparcie nie chce przejąć jego funkcji, a ja , ku uciesze największych blokowych plotkar, dostarczam im codziennej porcji rozrywki i dywagacji na temat mojego upojenia alkoholowego 😉

operacja kręgosłupa

Operacja kręgosłupa – Czy było warto?

Nie wiem. Mam bardzo ambiwalentne uczucia. Staram się nie żałować raz podjętych decyzji, ani nie gdybać. To co wiem na pewno – moja sprawność w tym momencie jest gorsza niż przed operacją. Poruszam się tylko z kijkami, raczej krótkie trasy, do samodzielności daleka droga.

Kręgosłup boli nadal. Bez przeciwbóli – nie funkcjonuję. Sztywność, zwłaszcza tkanek. Niewielu neurochirurgów przyzna, że operacja nie jest panaceum na całe zło. Stabilizacja ( usztywnienie) jednego segmentu kręgosłupa powoduje, że inne poziomy muszą przejąć jego funkcje. To dla nich dodatkowe obciążenie, które w konsekwencji powoduje szybsze niszczenie kolejnych poziomów. Operacja nie rozluźni też napiętych tkanek. Pierwszą rehabilitację miałam dosyć późno ( ze względu na zakrzep), za chwilę zacznę 7-mą serię, a i tak za każdym razem zaczynamy  rozluźnianie od początku. Przerwa między jedną, a drugą serią rehabilitacji to dwa tygodnie, co będzie teraz, kiedy operacja wstawienia stentu do żyły biodrowej znów wykluczy mnie przynajmniej na kilka tygodni z możliwości regularnego ćwiczenia z rehabilitantem?

Decyzja o operacji nigdy nie jest prosta. Nie ma też dwóch takich samych przypadków. Każdy z nas może mieć zupełnie inne odczucia i efekty po zabiegu. Nie każdego dotknął powikłania. Po roku wiem jedno -OPERACJA KRĘGOSŁUPA NIE JEST ŻADNĄ GWARANCJĄ POWROTU DO FORMY. Im później zdecydujemy się na zabieg, tym lepiej. Jedna ingerencja spowoduje, że kolejne będą już tylko kwestią czasu.

Operacja kręgosłupa dostarczyła mi wiele dodatkowych przeżyć przez ten rok. Przewinęła się cała masa emocji, strachu, bólu, rozczarowania. Po iskierce nadziei na lepsze życie nie został nawet ślad. Nic już nie będzie takie, jak było.

Ale….

To nie znaczy, że nie próbuję normalnie żyć. To normalnie nabiera teraz zupełnie innego znaczenia, ma inny wymiar. Nadal chodzę po górach- tylko zamiast czterotysięczników wybieram dwu – na tyle sobie mogę pozwolić nawet z drętwiejącą nogą. Staram się realizować swoje pasje i być panią swojego losu. Nie daję się zdominować chorobie, choć mocno mnie ograniczyła i czasem jest naprawdę ciężko poradzić sobie z emocjami.

Życzę Wam i sobie dużo wiary we własne możliwości, cierpliwości na te słabsze chwile i jak najmniej bólu.

A decyzję co do leczenia i tak każdy musi podjąć sam.