ZUS i jego zadziwiająca moc uzdrawiania

Minęło już prawie pół roku odkąd ZUS postanowił obdarować mnie kilkoma miesiącami na dojście do formy.  Sprawność zrobiła niemal milowy krok do przodu, ale brakuje jeszcze co najmniej drugiego takiego, żeby móc założyć, że choć przez 3 miesiące nie będę potrzebowała wizyty u jakiegoś lekarza 😉

Jak to teraz wygląda?

Na dzień dobry garść tabletek w ramach pierwszego śniadania: przeciwbóle ( obowiązkowo!) , rozrzedzacz krwi, hamulec dla helikoptera w głowie, rozluźniacz mięśni i powstrzymywacz anemii.

Jeśli, nie daj Boże, wpadnie mi do głowy pójść na dłuższy spacer po lesie, albo jeszcze dłuższy po górach, powyższą garstkę zjadam też na obiad i kolację. Muszę przyznać, że efekt nie koniecznie jest choćby zadowalający.

Nie będę jednak narzekać, bo na tej wyjątkowej diecie spadło parę kilo. Mam nadzieję, że gdy już odstawię te różnokolorowe cukierki, nie odbije mi się to czkawką i efektem jojo 😉

Szpital milczy jak zaklęty. Ja też. M. i reszta gromady ciosa mi kołki na głowie i przypomina, że siedzę na bombie, która w każdym momencie może wybuchnąć. Mimo wszystko postanowiłam zachować spokój i poczekać na bieg wydarzeń. Przecież mnie nie ominie. Jedyne co się może stać, to to, że zamiast stresować się przez kilka tygodni czekając na zabieg, wezmą mnie z zaskoczenia…i nie będzie czasu na stres. Wnioskuję więc, że obrałam właściwą strategię.

ZUS – uzdrowiciel tych, których medycyna nie uzdrowi

Chcąc nie chcąc, bohaterem ostatnich sennych koszmarów jest ZUS. Na myśl o wizycie w tej instytucji robi mi się słabo. Pytanie – czy powinno?

Zadziwia mnie fakt, że idąc do tego przybytku musisz stresować się tym, czy jesteś wystarczająco chory, żebyś mógł w spokoju poświęcić czas na swoje leczenie. Tak jakbyś mało miał na głowie.

Niestety zamiast wyjść z założenia – jak możemy pomóc człowiekowi , żeby jak najszybciej wrócił na rynek pracy- na dzień dobry przykleja się Mu łatkę krętacza i kombinatora. I tak zamiast lekarzy orzeczników, specjalistów w dziedzinie Twojej choroby tłumaczysz się przed zusowską policją usiłując udowodnić, że choroba, która Cię spotkała to nie Twoje widzimisię.

Smutne to. Poniżające.

Na ostatniej komisji spędziłam ponad godzinę słuchając wszelkich teorii spiskowych dotyczących medycyny, przeludnienia, gospodarki finansowej i temu podobnych. Dla orzecznika ważniejsze było wygłoszenie tyrady na temat swoich poglądów niż to, że ledwie byłam w stanie usiedzieć. Wnioskuję, że znajomość widniejących w dokumentach jednostek chorobowych była znikoma, a o czymś trzeba było mówić, żeby przypadkiem nie dostać niewygodnych pytań. Jak będzie tym razem? Czy ZUS znajdzie eliksir na moje dolegliwości? Przekonam się już niedługo.

 

*****************

UWAGA!

Mamy szansę zrobić coś dobrego! Mały Filip choruje na raka! Żeby miał szansę na leczenie potrzebuje finansowego wsparcia. Pomóż, proszę!

Szczegóły znajdziesz TU !