Urlop od życia…

Czasem ,gdy ludzie nie wiedzą co powiedzieć, jak się zachować, jak ugrać coś dla siebie – odwracają twarz i delegują się w bliżej nieokreśloną pracę, która pochłania każdą minutę ich życia. Czy chcesz, czy nie z najważniejszymi decyzjami i tak zostaje się samemu. Ma to oprócz niewątpliwych cieni także jasne strony. Już nie raz tak wychodziło z moich wieczornych dywagacji.

urlop od życia

Daleko, daleko  gdzieś…

Chętnie wzięłabym na chwilę urlop od życia. Stanęłabym gdzieś z boku przyglądając się temu pędowi. Wiatr targał by mi włosy wszechobecnym pośpiechem. Z dystansu łatwiej byłoby dostrzec jakąś dziurę w tłumie, moje potencjalne miejsce do życia. Odetchnęłabym. Wyskoczyła z tego koła, które kręci się jak szalone, bez przerwy i coraz szybciej.

Na urlop od życia pojechałabym …..w góry. Bo gdzie indziej? Spacerowałabym po bieszczadzkich połoninach wdychając zapach traw. Stukałabym kijkami o tatrzańskie skały, wspinając się po nich wzwyż. Nad strumykiem zrobiłabym piknik. Nie mogłoby zabraknąć czerwonego wina, koniecznie wytrawnego. Pomieszkiwałabym kątem w schronisku, zaszytym daleko od najbliższej cywilizacji. Nocą podziwiałabym gwiazdy. Bez świateł miasta błyszczały by jasno, specjalnie dla mnie, układając się w najpiękniejsze kompilacje świata…

urlop od życia

urlop od życia…

…nie za długi, skrojony na miarę…

…żeby złapać dystans…

… poukładać myśli…

…zdecydować…