Między lękiem , a nadzieją…

Dzisiejszy poranek był dla nas wszystkich wyjątkowy. Iga rozpoczęła swoją edukację w szkole podstawowej. Ekscytacja mieszała się z niepokojem i wiarą, że będzie to wspaniały okres w jej życiu. Taka huśtawka między lękiem, a nadzieją.

Jeszcze nie przywykłam….

….do puszczenia jej ręki i odwrócenia się na pięcie ku wyjściu. Chciałabym zostać, dopilnować, czy znalazła sobie miejsce, nową koleżankę i czuje się spokojna. Ale to nie byłoby zbyt wychowawcze, a już z pewnością nie ułatwiło by jej tych pierwszych kroków w nowym środowisku. Dobrze, że M. zachował spokój i rozsądek w tym emocjonalnym szaleństwie.

Kilka kilo mniej.

Odkryłam tajemnicę spadku na wadze… od kilku dni nie mogę jeść.  Stres skutecznie mnie zablokował. Z jednej strony dobrze- bo za dwa tygodnie wesele koleżanki 😉 Mam zamiar wbić się w małą czarną! A z drugiej strony moje wyrobione przez ostatnie miesiące nawyki poszły w kąt. Eh…trzeba będzie zacząć od początku.

lęk, nadzieja

Kumulacja…

Dzisiaj kumulacja moich lęków i nadziei. Totalny chaos w głowie. Myśli trzepoczą jak skrzydła motyla na wietrze.

Urządzam domowy maraton. Biegam od okna do okna, od drzwi do drzwi, od kuchni do pokoju. Muszę czymś ugłaskać ten zamęt.

Czekam na Igę….

Czekam na M., który przywiezie kartkę z moim medycznym wyrokiem.

A potem będę czekać na spotkanie z Mądrymi Głowami.

Dużo tego czekania… lęku przeplatającego się z nadzieję, że wszystko będzie jak trzeba.

Podzielcie się proszę mocą. Niech skołatana dusza mamy i pacjenta wreszcie odpocznie.