Co mnie nie zabije…

Intuicja raczej mnie nie zawodzi. Kilka dni temu, drżącymi rękami otwierałam kopertę z wynikiem. Kilka pierwszych zdań i już wiedziałam, że moje przypuszczenia nie były na wyrost.  Weszłam do gabinetu lekarza tylko po to, żeby zwerbalizował moje myśli. Z mojej twarzy wyczytał, po co tu jestem i bez zbędnych wstępów przeszedł do rzeczy. W końcu co mnie nie zabije….

Nie da się uciec….

…przed operacją. Wybór jest między…złym i złym- przynajmniej z mojego punktu widzenia. Mogę ryzykować kolejnym zakrzepem z powikłaniami….lub zabiegiem… z całą masą powikłań. Po doświadczeniach z ostatnich miesięcy – 3 operacja nie razi mnie różowymi barwami!

Boksuję się dzisiaj z myślami, ze złością, z poczuciem niesprawiedliwości, ze strachem. Muszę przemielić gdzieś te emocje, które we mnie siedzą. Nie chcę pocieszenia, lukrowych i świetlanych wizji przyszłości. Zamknęłam się w pokoju, w mojej czarnej dziurze i czekam aż zapali się gdzieś światełko.

Dzisiaj jest dzień buntu. Smutku. Złości. Tylko dzisiaj. Na więcej nie mogę – nie chcę sobie pozwolić!

Co mnie nie zabije…to przynajmniej porządnie da w kość!

Muszę przyznać, że rzeczywistość mi ostatnio dokopała! Co się odkleję od podłoża to spada mi na łeb kolejna cegłówka! Właściwie to mogłabym już z nich zbudować niezłą chatynkę! 😉 Że też nie pomyślałam  o tym wcześniej!

Tylko co ja mogę z tym zrobić? Z tym, że te cegły mnie tak lubią? Niewiele czy wręcz przeciwnie?

operacja

Na mnóstwo rzeczy nie mam wpływu, ale na dużo więcej mam! Mogę się dzisiaj wkurzać, mogę płakać, rzucać w przestrzeń niecenzuralne słowa! Nic z tych działań nie zmieni tego, co stało się już faktem, a jedynie rozładuje bombę z myśli siedzących pod kopułą. I dobrze! To też jest potrzebne!

Najważniejsze co zrobię później.

A później mam zamiar pogodzić się z tym co nieuniknione, założyć moje ciemnoróżowe okulary i wierzyć, że tym razem skończy się to lepiej!

.

.

.

.

.

Ale to jeszcze nie dzisiaj….