Via ferraty Alp Austriackich – piękny początek!

Alpejski krajobraz pochłonął mnie w całości. Via ferraty oczarowały całą naszą rodzinę.

Właściwie o każdym dniu mogłabym napisać odrębny post. Jednak tylu wrażeń i zdjęć nie jest w stanie zmieścić jedna strona. Jestem totalnie oczarowana! Emocje wciąż we mnie buzują, jakbym nadal tam była…

Zachwyt już od pierwszego dnia!

Na miejsce dotarliśmy koło 18.30. Ośrodek, w którym mieliśmy wynajęty apartament ( dwie sypialnie, każda z łazienką i kuchnia z jadalnią ) okazał się strzałem w 10! Za stosunkowo niewielkie pieniądze dostaliśmy komfortowo urządzone pokoje i kuchnię wraz z balkonem, z którego rozciągał się niesamowity widok na słoweńską część Alp. Każdy wieczór i poranek gwarantował nam bezcenne przedstawienie – gra światła, kolorów, chmur – tego nie da się wyrazić zasobem naszego słownika.

Zaczynamy od ferraty A!

Na rozruch wybraliśmy łatwą drogę – wycenianą jako A – Garnitzenklamm. Chcieliśmy oswoić Igę z wysokością i autoasekuracją w realnych warunkach. Wybraliśmy – jak się okazało najpiękniejszy i najdłuższy wąwóz Karyntii. Od naszego ośrodka Naturgut Gailtal mieliśmy jakieś 16 km. Wąwóz leży na południe od Hermagor, niedaleko Möderndorf. Wstęp jest płatny – dorośli 5,30 Euro, dzieci do 14 roku życia 2 Euro – ale z całą pewnością widoki są warte tych pieniędzy.

Wąwóz jest podzielony na 4 odcinki, część z nich ma sztuczne ułatwienia w postaci lin, prętów czy drabinek. Każdą z nich trzeba zobaczyć, warto więc zarezerwować sobie kilka godzin na spokojne przejście.

Tego dnia trafiła nam się piękna, słoneczna pogoda. Przyjemnie było spacerować dołem wąwozu, oglądać górski potok, który zachwycał cudownymi kolorami. Kiedy późnym popołudniem kończyliśmy ostatnią trasę nie spotkaliśmy już nikogo- dla nas ma to ogromne znaczenie. Lubimy w spokoju kontemplować piękno przyrody.

Schodzi się bardzo przyjemną leśną drogą – szerszą dłuższą, lub węższą ( typowy górski szlak, bardziej stromy) krótszą. Żeby dotrzymać tradycji- przy zejściu spotkała nas burza. Udało nam się dotrzeć do samochodu jakieś 5 minut przed deszczem, ale spektakl na niebie stanowił dodatkową atrakcję 😉

To dopiero początek!

To pierwsza część naszej wyprawy. Głównym celem podróży tym razem były ferraty. Powiem tylko, że sprzęt bardzo się przydał, a powyższa ferratka narobiła nam tylko apetytu na te większe i trudniejsze , z którymi postanowiliśmy się zmierzyć. Czy nam się udało? O tym napiszę kilka słów już niedługo 🙂