Chwila wolności….chwila prawdy

Ostatnie tygodnie były fantastyczne. Wstałam z łóżka i z pomocą kijków i dorotki zrobiłam kilka ładnych kilometrów w poziomie…i w pionie. Odbiłam sobie trochę te 7 miesięcy w łóżku. Ciągle mi mało, ale czuję ogromną wdzięczność i za tyle. A teraz czas na decyzję. Chwila prawdy.

chwila prawdy

Wir białych fartuchów

Nie mogę się uwolnić od pytania „i po co mi to wszystko było?”. Nie powinno się wracać i rozdrapywać raz podjętej decyzji i zazwyczaj tego nie robię, ale od tego pytania nie mogę uciec. Mam całą listę minusów….i żadnego plusa. Przynajmniej zdrowotnego. Bo niewątpliwie przez to wszystko dostałam wspaniały czas z rodziną. Ale zdrowotnie, mój komfort życia po operacji nie poprawił się. Mogłabym nawet rzecz, że pogorszył.

Jutro MRI. Już po USG wiem, że zakrzep nie ustąpił całkowicie, ściany żył są pogrubione, a przepływy znacznie słabsze niż w drugiej nodze. Nie potrzeba mi specjalistycznych sprzętów, żeby to stwierdzić. Wystarczy stanąć przed lustrem. Kolor i objętość nogi mówią same za siebie- choć oczywiście jest znacznie lepiej, niż w momencie kiedy pojawił się problem. Wtedy moje myśli krążyły tylko wokół tego…..żeby nie amputowali mi nogi! Głupie! Bo niby dlaczego mieliby to zrobić?! Ale tak właśnie wtedy myślałam.

Chwila prawdy…na tak czy na nie?

Medyczne procedury i narzędzia nie są mi obce. Przeżyłam już tyle różnorodnych badań, że nie wiem czy coś jeszcze zrobi na mnie wrażenie. Ale teraz czuję niepokój. Nie. Nie z powodu huku tej maszyny, skanującej mnie wprawnym laserem. Boję się odebrania mi tej wolności, której namiastkę udało mi się odzyskać.

Kolejna operacja nierozerwalnie łączy się z utratą swobody, z kolejnym uzależnieniem od innych ludzi. Może tym razem na krócej, ale znając moje szczęście do powikłań biorę też pod uwagę gorszy scenariusz.

Nie chcę kolejny raz iść pod nóż, jeśli nie pójdą za tym spektakularne efekty, gwarancja poprawy. Ale czy mogę na to liczyć? Czy medycyna dała nam kiedykolwiek jakieś gwarancje?

Pozostaje tylko czekać i liczyć na dobre wieści. Z całych sił wierzę w dobre scenariusze.

I takich też życzę Roksannie, która podobnie jak ja, wpada w wir medycznego szaleństwa!

Damy radę 🙂