Na wsi było pięknie…

Na wsi było pięknie, sielsko. Uspokoiłam emocje, wyostrzyłam zmysły. Złapałam oddech. Naładowałam akumulatory.

Nic nie uspokaja mnie bardziej niż przyroda. Godzinami mogę leżeć na leżaku wsłuchując się w dźwięki natury. Koi mnie ptasia muzyka, czuły szelest liści. Lubię zjadać owoce prosto z krzaczka, soczyste i dojrzałe. Oglądam z podziwem pracę pszczół – misterną i cierpliwą. Na wsi było pięknie….

operacja kręgosłupa

Spokój pozwala mi zebrać myśli. Ich natłok ostatnio nieco mnie przytłoczył. Czuję się jak na huśtawce – wpadam z jednej skrajnej emocji w drugą. Od euforii do paraliżującego strachu, od pewności do wahania , od podniecenia do obojętności.

Czas

Podskórnie czuję, że muszę wykorzystać czas…tu i teraz, bo nie wiem ile go jeszcze zostało zanim skalpel pójdzie w ruch.

Odebrałam wyniki MRI. L5-S1 nie istnieje. W tym miejscu jestem cyborgiem z metalem w środku. L4-l5 zmniejszył się o połowę. Im gorzej odżywiany, tym szybciej będzie wymagał interwencji chirurgicznej. To może być za miesiąc, a może za kilka lat. Jako zapalona optymistka trzymam się tej drugiej opcji. W końcu limit medycznego pecha powinien się już wyczerpać.

Noga to odrębna historia. Jej wygląd nadal pozostawia wiele do życzenie, a naczyniobożek coraz dosadniej oswaja mnie z myślą o operacji. Trudnej. Ryzykownej, ze względu na miejsce umieszczenia stentu. Obadają mnie z każdej strony i jesienią podejmiemy ostateczną decyzję. Na tamoxifen nie mam szans, więc jutrzejsza wizyta u hematologa pod tym względem niczego nie zmieni, ale przynajmniej dowiem się czy genetyka maczała palce w pooperacyjnych powikłaniach.

Płyta na finiszu. Dzisiaj idzie do tłoczenia. Nie sądziłam, że kiedyś to zrobię. Rozwiodłam się z muzyką na kilka lat. Wróciłam z przyjemnością, ale też z ogromną pokorą i świadomością ulotności nabytych umiejętności. Zbędny perfekcjonizm nieco tłumi radość z pierwszych samodzielnie napisanych dźwięków. Słyszę każde niedociągnięcie. A z drugiej strony z podekscytowaniem chłonę każdą nutę czekając na finał tego projektu – czyli wręczenie prezentu.

Na wsi było pięknie…

bo trochę ten natłok emocji udało mi się poskromić. Poukładać w głowie kolejność zdarzeń, nadać im priorytety, oswoić strach przed nowym, znanym i nieznanym. Nie pozostało mi nic innego jak włożyć moje zaróżowione okulary i ruszyć na przód. To ,jak do tej pory, najskuteczniejsza metoda na wszelkie bolączki i euforie.

Patrzę w przyszłość z ufnością. Tyle już za mną, jeszcze więcej przede mną. A w tym więcej, tyle dobrego może się jeszcze wydarzyć.