Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady!

Coś jest w tym powiedzeniu, bo bez wielkiego namysłu, planu i żalu zostawiliśmy wir zadań, które ostatnio sypały się na nas jak z rękawa – rzuciliśmy wszystko i pojechaliśmy w Bieszczady.

Spontaniczność to klucz do wspaniałych wrażeń!

Pomysł pojawił się spontanicznie. Może to nie był dla nas najszczęśliwszy czas, bo liczyliśmy się z tłumami na szlakach, ale 10 rocznicę obchodzi się tylko raz i zależało nam na tym, żeby spędzić ją w miejscu, które oboje kochamy. Mieliśmy spać w namiocie, bo znalezienie noclegu na chwilę przed długim weekendem, graniczyło niemal z cudem, ale cud się jednak wydarzył. Wszystkie prognozy mówiły, że przez trzy dni z naszego czterodniowego pobytu będzie padał deszcz, więc w środę koło 20 zaczęliśmy szukać jakiegoś dachu nad głową. I udało się!

Nasza baza wypadowa mieściła się w Strzebowiskach. Piękna wieś, położona wśród rozległych lasów. Cisza, spokój, czyli to, co lubimy najbardziej. Przemili właściciele, przyjemny ośrodek i …pierwsze schody…dosłownie i w przenośni. Nasz pokój znajdował się na drugim piętrze, a ja ciągle nie zaprzyjaźniłam się z chodzeniem po schodach. Cóż, dzięki nim w głowie zaświtała mi myśl, że może jednak uda się zobaczyć świat z jakiejś niewielkiej wysokości.

Świat widziany z góry!

Góry bez wątpienia napędzają mnie do działania. Bez problemu stawiam sobie cele i granice. Jestem jak zahipnotyzowana – wbijam wzrok w jeden punkt i idę. Tak było i tym razem.  Z Wołosatego, drogą krajoznawczą, ruszyliśmy w kierunku Tarnicy. Mój cel- wyjście z lasu, na połoninę. Dookoła tłum ludzi. Włączyłam w głowie odpowiedni „przycisk”, bo chciałam zostać sam na sam z M. i górami. Wyprzedzali nas wszyscy- dzieci i emeryci, ale nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, w pewnym momencie nawet mnie to bawiło. Dla mnie ważna była ta chwila! Idę i tylko to się liczy!

Moment załamania przyszedł tuż przed linią lasu. Od celu dzieliło mnie jakieś 5 minut, a ja nie byłam w stanie zrobić kolejnego kroku. Zrezygnowałabym….gdyby nie On! M. powiedział mi wtedy bardzo ważną rzecz- byłem tu z Tobą, właśnie dla tego jednego momentu zwątpienia!  Zgadza się! Gdyby nie Jego wsparcie – poddałabym się, a dzięki Niemu udało mi się osiągnąć mój „szczyt”!

Usiadłam na ławce, upajając się tą chwilą wolności, pięknych widoków, wpatrując się w szczyt Tarnicy, z którego machał mi M.

Bieszczady

Biesy

Czy deszcz może cieszyć?

I to jak! Dzięki temu wiedzieliśmy, że na szlakach będzie o wiele luźniej. Idealnie wstrzeliliśmy się w okno bezdeszczowe….i bezbólowe i znów żółwim tempem – jak mnie określiło Endomondo – ruszyliśmy, tym razem w kierunku Chatki Puchatka. Lubię ten moment kiedy wchodzi się w chmury. A tego dnia chmury zeszły naprawdę nisko. Uwielbiam zapach bieszczadzkich lasów, kolor zieleni, który wydaje się być bardziej intensywny niż gdziekolwiek indziej! Tego dnia natura zaserwowała nam wspaniały spektakl. Teatr chmur obserwowaliśmy z zapartym tchem.W Bieszczadach ostatnio stosunkowo łatwo było spotkać na swojej drodze niedźwiedzia – nam się nie udało. Widocznie weekendowe tłumy zniechęciły je skutecznie do korzystania ze szlaków.

wyjazd w Bieszczady

Bieszczady

Wyjazd w Bieszczady

Bieszczady

Na koniec świata!

Ostatniego dnia deszcz pozwolił nam tylko na krótki spacer. Pojechaliśmy w okolice Tarnawy z zamiarem przejścia drogi, która prowadzi do źródeł Sanu. Niesamowite miejsce na styku Polski i Ukrainy. Jedno z niewielu, w które nie ingerowała ludzka ręka. Bujna roślinność, która rządzi się własnymi prawami i ozdabia krajobraz według własnego uznania. Dziko, a jednak bezpiecznie.Wspaniałe widoki znów zasypały nas pełną gamą kolorów. Granica była nie tylko pasem dzielącym oba państwa , ale różnicującym też odcienie traw i drzew.

Przy okazji tej wyprawy odkryliśmy przyjemną drogę po torfowisku. Udało się nam przejść ją w całości. Piękna trasa nad rzeką, miejscami wchodząca do lasu, a w pozostałej części prowadząca przez bujne łąki. Cudowny zapach. Totalne odludzie.

Bieszczady

Bieszczady

Biesy

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady!

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Może to i lepiej, bo dzięki temu łatwiej nam dostrzec i docenić kolejny prezent od życia. Odpoczęłam. Nabrałam dystansu. Naładowałam akumulatory. Z nową siłą wkraczam w etap kolejnych badań, konsultacji i rehabilitacji.

Ta podróż warta była każdej kropli potu i bólu. Dzięki Obecności właściwych osób przy boku możemy przekraczać granice, o których nam się nie śniło!

Warto czasem rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady! Te prawdziwie na mapie, lub te życiowe, które dają nam azyl, pozwalają spojrzeć na życie z szerszej perspektywy, wyciszyć się, odetchnąć, odkryć nową drogę, nowe możliwości. Odkryć swoją siłę – często przykrytą przez stertę kurzu codzienności.