Ludzie przychodzą i odchodzą….

Ludzie przychodzą i odchodzą- wraz z doświadczeniem coraz bardziej utwierdzam się, że natura tak to już skonstruowała i nie ma czemu się dziwić. A jednak utrata boli- wbrew naturze.

Przez 34 lata mojego życia przewinęło się dużo osób. Z wieloma szłam tylko przez chwilę, kilkoro wciąż ze mną idzie…od zawsze i staram się wierzyć, że na zawsze, do końca. Nie jestem łatwa w relacjach. Długo nie ufam- taki syndrom z trudnych młodzieńczych lat. Za to gdy już zaufam to całą sobą. Może dlatego utrata tak boli.

Dlaczego ze mną idziesz?

Wydawało mi się, że znam się na ludziach, że dobrze ich oceniam, rzadko się mylę. A jednak ostatnie wydarzenia pokazały, że gdzieś straciłam swój „nos” do potencjalnych przyjaciół. Życie nie raz weryfikowało już takie relacje i tym razem też nie miało w zamiarze przejść nad nimi obojętnie.

Ta strata boli wyjątkowo mocno, bo składa się na nią wiele czynników. Ludzie przyszli w jednym z gorszych momentów mojego życia. Przeprowadzili mnie przez cały proces zdrowienia, codziennie trzymając mnie za rękę, pocieszając, wzmacniając wiarę w to, że będzie dobrze. Będę im za to wdzięczna do końca życia, bo bez nich mogłabym nie być w tym miejscu, w którym jestem teraz. Ale tak szybko jak się pojawili , tak szybko też odeszli. Być może moja słabość była ich siłą, może maskowaniem wyrzutów sumienia, wolontariackim obowiązkiem do spełnienia, PRową zagrywką…nie wiem. W każdym razie im więcej siły we mnie, więcej determinacji do pójścia naprzód tym mniej ich w moim życiu. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że na słabości pozwalam sobie tylko na chwilę, a potem robię wszystko, żeby odbić się od dna. Dopóki tam siedziałam było wokół mnie tłumnie, a gdy zdecydowałam się na zmianę tłum nagle ucichł.

Być może ten gorszy okres spowodował, że uwierzyłam, że to relacja na całe życie, może moja naiwność, może wiarygodnie odegrana przez nich rola? Jeszcze tego nie wiem. Za wcześnie, żeby odpowiedzieć sobie na takie pytania kiedy emocje wciąż mocno buzują.

rozstaje dróg

Nie chcę nikogo oceniać, ani motywów , dla których podjęli się tej roli. Może potrzebowaliśmy się w tym właśnie konkretnym fragmencie naszej życiowej drogi. W pewnym momencie trzeba jednak wybrać czy dalej idziemy razem, czy każde z nas w inną stronę. Tym razem wybraliśmy inne kierunki i mimo, że dziura w sercu wciąż jest ogromna życie musi toczyć się dalej.

Ludzie przychodzą i odchodzą….a Ty, czy to w tłumie, czy samotnie i tak musisz dojść do mety…

*****************

A Wy macie jakieś porelacyjne rany? Może na kimś zależało Wam bardziej i to odejście zabolało mocniej?  Podzielicie się swoimi doświadczeniami?