Gdy samotność puka do drzwi…

Z dziecięcego pokoju dobiegają mnie odgłosy zabawy. Córcia co chwilę przynosi nową konstrukcję złożoną i zaprojektowaną samodzielnie z kilku zestawów lego, które zalegają na jej półce. Cisza- to słowo jej obce. Wydaje z siebie dźwięki z prędkością karabinu zwalniając tylko na chwilę, żeby krzyknąć „mamo, kocham cię”.                             W salonie siedzi M. Jego śmiech skierowany do monitora komputera przeplata się z dźwiękami gitary, na którą przelewa nowe muzyczne pomysły. Za moment znów mnie zawoła, żeby zapytać o opinię, pochwalić się, a może po prostu uśmiechnąć. Nie jestem sama. Nie czuję się samotna. Samotność tu nie pasuje.

Powoli pakujemy się na weekendowy wyjazd na wieś. Już za kilka godzin spotkamy się z grupą naszych dobrych znajomych, przyjaciół. Wiosna zachęca do spotkań na powietrzu. Zrobimy grilla, ktoś pośpiewa, ktoś pogra na gitarze, jedni zaszyją się z drugimi w odrębnych kątach, żeby nadrobić towarzyskie zaległości. Będzie dużo śmiechu, dużo zabawy, rozmów, Obecności. Nie jestem sama. Nie czuję się samotna. Samotność tu nie pasuje.

Wczoraj zadzwoniła do mnie Przyjaciółka. Dzieli nas kilkaset kilometrów. Rzadko mamy okazję do spotkania. Tyle nas łączy. Potrafimy rozmawiać godzinami o wszystkim i o niczym. Wiem, że w każdej sytuacji mogę na Nią liczyć. Wiem, że żadna pora nie będzie zła na telefon, jeśli tylko uznam, że Jej potrzebuję.                                                               Nie jestem sama. Nie czuję się samotna. Samotność tu nie pasuje.

Rodzice dzwonią niemal codziennie. Nie narzucają się. Lubimy być w kontakcie, dzielić się wrażeniami z dnia. Martwimy się o siebie. Pomagamy sobie. Często się spotykamy, wyjeżdżamy razem. Wiem, że cokolwiek by się nie działo- mogę na nich liczyć. Nie jestem sama. Nie czuję się samotna. Samotność tu nie pasuje.

A jednak…

Mimo ludzi, którzy nas otaczają, mimo tych, którym ufamy z niektórymi decyzjami i emocjami zostajemy zupełnie sami. Możemy korzystać z rad, opinii, ramienia, na którym się wypłaczemy, ręki, która nas przytuli, słów, które nas pocieszą, wesprą, nadadzą kierunek, ale koniec końców ostateczna decyzja : co dalej? będzie należała do nas.

Czasem cieszę się z takiego obrotu sytuacji. Mam poczucie wolności wyboru, samodzielności, niezależności. A czasem czuję pustkę. Samotność. Taką co siłą tornada niszczy mnie od środka. Taką, która powoduje zagubienie, totalny chaos, niemoc. Chęć zrzucenia z siebie tej odpowiedzialności za to, co stanie się dalej z moim życiem.

Chyba każdy z nas czuje się czasem samotny. Jedni bardziej, inni mniej. Jednym to odpowiada, inni uciekają gdzieś, gdzie jest głośniej, chcąc zagłuszyć tą wewnętrzną pustkę.

Nie da się wszystkiego przerzucić na innych, zdjąć ze swoich barków odpowiedzialność za swoje życie i pozwolić innym decydować za nas. Przyda się wtedy odrobina przestrzeni, chwila ciszy, na zebranie myśli, przeanalizowanie otrzymanych rad, wyciszenie emocji i podjęcie dalszych kroków.

Może więc ta samotność nie jest zła? Może czasami dobrze jest otworzyć jej drzwi?