Mama na wagarach!

Dokładnie pamiętam dzień, kiedy Idzia po raz pierwszy pojechała na kilka dni do dziadków.
Zupełnie nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.
To były jedne z najbardziej zmarnowanych wagarów mamy!

Przez te kilka dni plątałam się między pokojem ,a kuchnią walcząc z pokusą sięgnięcia po telefon i skontrolowania tego, co aktualnie robi moje dziecko.

Zasypianie też było ciężkie. Pokój Idzi wiał chłodem i …ciszą. Brakowało mi wieczornego przytulaka i buziaka, nocnych wyliczanek o karaluszkach spod poduszek, wreszcie miarowego oddechu śpiącej Córci.
Gdyby Ktoś poszukiwał wzorca matki-kwoki – nadawałabym się idealnie!

Pamiętam, że powrót Igi do domu wiązał się z niekontrolowanym wybuchem radości, ulgą, że wreszcie jest w zasięgu wzroku….i refleksją, że właśnie przepuściłam najlepszą okazję na odpoczynek i zrobienie czegoś dla siebie!
A przecież dziecko wróciło najedzone, uśmiechnięte od ucha do ucha, w jednym kawałku i z pieśnią na ustach „Kiedy znowu pojadę do babci?”.


Czy nie był to oczywisty znak, że kolejnej takiej okazji nie można zmarnować, a mama też zasługuje na wagary od wszystkiego – łącznie ze sprzątaniem, gotowaniem, praniem i tysiącem innych rzeczy, które przychodzą nam, Kobietom, do głowy , gdy tylko znajdziemy choćby sekundę na myślenie?

Następną okazję wykorzystałam już znacznie lepiej, choć nie łatwo z dnia na dzień odwrócić całkowicie optykę i zamiast na dziecku skupić się na sobie.

Teraz idzie mi już całkiem dobrze! Nie brakuje mi pomysłów, na to co mogę zrobić podczas nieobecności Idzi, wręcz brakuje mi czasu na zrealizowanie tego wszystkiego!

Przede mną rodzicielskie wagary. M. wraz z Córcią właśnie wyjechali,a ja zachwycam się ciszą!
Za moment włączę ulubioną płytę,
obok nocnego stolika czeka już kilka rozpoczętych książek, które ciężko było czytać w codziennym zamieszaniu,
w kuchni natlenia się ulubione czerwone wino,
lista z filmami do obejrzenia zawisła na pulpicie laptopa,
koleżanki znają adres, pod który mają się zgłosić na beztroskie plotki,
a szefem kuchni została restauracja z naprzeciwka, z opcją dostawy do domu.

Na półkach zebrało się trochę kurzu, ale póki nie zalewam się alergicznymi łzami – nie przeszkadza mi on. Pranie też może poczekać – może przynajmniej sięgnę głębiej do szafki i odkryję, że jednak mam się w co ubrać.

Mama i Żona ma wagary!
Czas, na własne przyjemności, zachcianki, lenistwo do oporu!

Nie mam już wyrzutów sumienia, że coś nie zostanie zrobione.
Cieszę się czasem dla siebie!
Ładuję nadwątlone akumulatory!
A kiedy zobaczymy się za kilka dni – będzie tylko niekontrolowana radość ze spotkania, bez smutnej refleksji o zmarnowanym czasie.

******************************
A Wy co robicie, kiedy dzieci nie ma w domu? 🙂