Tyle już za mną, a ile przede mną?

To było dla mnie długie 10 dni.
Jadąc na ostatnią rehabilitację miałam mieszane uczucia.
Coś między lękiem, że znowu będzie bolało, ulgą, że to już koniec i rozczarowaniem, że poświęcenie niewspółmierne do efektów.
Ale o tym, że jestem niecierpliwa już wiecie.
Za jakieś dwa tygodnie rozpoczniemy zabawę od początku.

Od operacji minęło 5 miesięcy. Bardzo długich miesięcy, spędzonych głównie w sypialnianym łóżku.
Byłabym nie uczciwa, gdybym powiedziała, że nie ruszyłam do przodu.
Owszem! Ruszyłam! W dużym stopniu dzięki swojej determinacji.
Wciąż jednak samodzielne wyjście,  choćby przed blok, jest nierealne.

Najbliższe dwa tygodnie to znów sporo medycyny.
Emocje rosną, choć rozum podpowiada, że nie dzieje się nic złego. Ale strach, który już zawsze będzie kładł się cieniem za mną podczas wizyt onkologicznych, nie chce odstąpić od swojej roli.

Noga wciąż nie wygląda dobrze. Rozważam romans z chirurgią, choć ostatni nie wyszedł nam na zdrowie. Z drugiej strony, skoro już udało mi się oddać parę kilo w niebyt- miło byłoby móc wystawić kawałek ciała do słońca. W uciskowej pończoszce, ewentualnie z siną poświatą noga nie będzie wyglądała zbyt estetycznie- ani dla mnie, ani dla pozostałej części populacji.
Nie mam zamiaru straszyć! 😉

Nie zapominajmy też o ZUSie! To przygoda, której z pewnością nie będę długo magazynowała we wspomnieniach. Wkładam pancerz, bo obawiam się ciętych ran. Pewnie nie powinnam się tak nastawiać, w końcu wszędzie da się znaleźć Człowieka, nawet tam, ale przezorny zawsze ubezpieczony i wolę być miło zaskoczona niż dać się przeczołgać bez powodu.

M. wyjeżdża na szkolenie. Kiedyś cieszyłabym się z chwili i przestrzeni tylko dla siebie. Dzisiaj to ogromna machina logistyczna. Ktoś musi zawieźć Idzie do przedszkola, ktoś musi ją odebrać, ktoś powinien dostarczyć mi zakupy, a ktoś inny dopilnować ,czy aby na pewno nadal utrzymuje się w pionie bez naruszonych organów wewnętrznych 😉

Staram się nie narzekać, choć czasem cisną mi się na usta niecenzuralne słowa. W takich momentach robię spis rzeczy, na które mam wpływ i pracuję ze zdwojoną siłą, żeby móc spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie,ze zrobiłam wszystko, co w mojej mocy.
Resztę zostawiam losowi, choć staram się, żeby miał on w tym minimalny udział.
I tak sobie idziemy…w kierunku światła. A jak długa droga jeszcze przede mną? Tego nie wie nikt.