Nie kłam, Kochanie!

Od lat wiadomo, że kłamstwo to najlepszy lek na wszelkie dolegliwości.
Kłamiemy, bo poniosła nas wyobraźnia i nie wiemy jak wycofać się z poczynionych opowieści, kłamiemy by uniknąć odpowiedzialności,
kłamiemy, bo nie mamy poczucia bezpieczeństwa,
uprawiamy tzw. kłamstwa w imię dobra.

Czy znajdzie się tu choćby jedna osoba, która w życiu nie skłamała?

Prędzej czy później każdy rodzic zetknie się z tym zjawiskiem.
Wydaje nam się, że dajemy dziecku dobry przykład, dbamy o każdy szczegół w wychowaniu, dajemy poczucie bezpieczeństwa, zachęcamy do rozmów z nami, a i tak, w efekcie nie zawsze przynosi to skutek.

Dlaczego dzieci kłamią?

Powodów jest niemało. Maluchy często ponosi wyobraźnia. Trudno im oddzielić fikcję od rzeczywistości, świat bajek zlewa im się z prawdziwym życiem.
Nie dziwię się. Codziennie serwujemy dzieciom opowieści, w których ludzie mają nadprzyrodzone moce, a czarodziejskie różdżki potrafią rozwiązać każdy problem.

U starszych dzieci na arenę wkracza strach przed poniesieniem kary, nadmierne wymagania rodziców, które dziecko nie jest w stanie spełnić, zapominanie (!!), brak poczucia bezpieczeństwa, zaufania do rodziców.

 

   Karać czy ignorować?

A może rozmawiać?
Kary mogą jeszcze bardziej zacieśnić pętle w postaci strachu i kolejnych serii kłamstw, byle tylko uniknąć konsekwencji.
Ignorowanie może dać dziecku przyzwolenie na takie działanie, bo skoro nie reagujemy to znaczy, że wolno tak robić i jest to całkiem w porządku.

Musimy pamiętać, że czasem zupełnie nieświadomie uczymy dzieci mówienia nieprawdy i manipulacji.
Nie zdarzyło Wam się wykręcić z jakiegoś spotkania chorobą, albo innymi pilnymi obowiązkami? Dzieci są świetnymi obserwatorami. Wyłapują takie perełki z naszych zachowań, a potem jak kalki odbijają je w swoim życiu.
Jeśli nie pokażemy im różnicy między fikcją a rzeczywistością, między dobrem a złem, między pożądanym zachowaniem a takim, którego należy się wystrzegać – dzieci nie będą miały podstaw do innego postępowania.

 

Pierwsze zderzenie

Wczoraj po raz pierwszy zderzyłam się z tym, że Córcia mnie okłamała. Świadomie.
Odbyłyśmy bardzo długą rozmowę. Prowadzoną konsekwentnie, ale i z miłością.

Przez chwilę czułam gorycz, może nawet wychowawczą porażkę.
Ale nie da się całkowicie uniknąć błędów. Wychowanie to sztuka, której nie da się nauczyć z książek. To proces, który odbywa się w czasie rzeczywistym.

Ważne jest wyniesienie lekcji z tego doświadczenia, choć nie należy ono do najprzyjemniejszych.



  Jaka była nasza reakcja?

 

  • Przede wszystkim rozmowa- spokojna, rzeczowa, z wyjaśnieniem jakie konsekwencje może mieć mówienie nieprawdy.
  • Zapewnienie, że może porozmawiać z nami o wszystkim. Jak w powiedzeniu – wolimy najgorszą prawdę niż najlepsze kłamstwo.
  • Uczucia – nazwaliśmy nasze emocje. Zaznaczyliśmy, że jej nieufność sprawiła nam przykrość i zapewniliśmy, że dzięki szczerości będziemy mogli pomóc jej rozwiązać nawet najtrudniejszą sprawę.
  • Konsekwencje. Nie krzyczymy, nie bijemy. W moim odczuciu sięganie po takie metody wychowawcze pojawia się w chwilach kiedy czujemy się jako rodzice kompletnie bezsilni i bez pomysłu na rozwiązanie sytuacji. To najprostsze rozwiązania, choć nie wykluczam, że w niektórych sytuacjach mogą mieć jakieś zastosowanie. Do tej pory jednak ani razu nie posunęliśmy się do nich.  Kłamstwo było wynikiem pewnej sytuacji, którą trzeba naprawić. Wesprzemy Idzię w tym procesie, ale to na niej będzie ciążyła główna odpowiedzialność za rozwiązanie tej sprawy.
  Pierwsze koty za płoty
 
Pierwsze doświadczenia za nami. Pewnie nie ostatnie, choć postaramy się zrobić wszystko, żeby nie zdarzały się często. Jeszcze się tym trochę gryzę, zastanawiam się co mogłam zrobić inaczej, lepiej, czy wszystko wyjaśniłam jak trzeba.
Na szczęście z każdym doświadczeniem jestem mądrzejsza jako matka.
A Wy jak sobie radziliście z Waszymi dziećmi?
Zdarzało się Wam przyłapać je na kłamstwie?
Jaka była Wasza reakcja?