Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana!

Idą zmiany!
W wielu płaszczyznach.

Generalnie jestem zwolenniczką zmian, choć nie wszystkie akceptuję od razu. W przypadku niektórych potrzebuję czasu, żeby zrozumieć po co się zadziały, poukładać je sobie w głowie i odkryć ich zalety.
Przed niektórymi czuję strach. Wydaje mi się , że jest to całkiem naturalne, bo wyjście ze strefy komfortu, z wygodnego, przytulnego legowiska, które sobie uwiliśmy na zewnątrz, do nieznanego, z reguły budzi lęk.

Od jakiegoś czasu biłam się z myślami. Jeszcze w styczniu planowałam, że najpóźniej do pracy wrócę w kwietniu. Mamy kwiecień, a moje postępy w powrocie do jakiejkolwiek sprawności i samodzielności pozostawiają wiele do życzenia.
Dlatego dzisiaj, na chwiejnych nogach i ze ściśniętym żołądkiem weszłam do instytucji, która wzbudza we mnie całe pasmo odczuć, niekoniecznie dobrych i złożyłam wniosek o świadczenia rehabilitacyjne.
Jeszcze wiele może się wydarzyć, bo ZUS znany jest z cudownego uzdrawiania ludzi. Mam wrażenie, że w tym względzie ma większą skuteczność niż wszyscy Święci razem wzięci!
Sama myśl o komisji lekarskiej sprawia, że czuję się trochę jak małpa w cyrku.
Ostatnio, w ramach kontroli zwolnienia, badał mnie….okulista….nie mógł znaleźć żadnych odruchów mimo, że tłukł mnie tym młotkiem przez 5 minut!
Staram się wierzyć, że o mojej sprawie zdecydują jednak specjaliści z dziedziny, która ma cokolwiek wspólnego z  moją chorobą.

Z pracy od kilku tygodni napływają niepokojące wiadomości. Bardzo lubię swoją pracę, właściwie jej charakter, ale prawdę mówiąc, nie wiem, czy gdy wreszcie stanę na nogi będę miała do czego wracać. W tym względzie od dawna myślałam o zmianie. Chciałam poszukać czegoś podobnego, ale w mniejszej firmie, żeby uciec od korporacji, przestać być numerem kadrowym, a zacząć być Człowiekiem.
Podobno każdy z nas przynajmniej raz w życiu straci pracę. Czuję, że ten moment zbliża się do mnie wielkimi krokami.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby zadziało się odrobinę wcześniej lub później. Ten moment nie wydaje mi się najszczęśliwszy z różnych względów – przede wszystkim finansowych.

Ale nie tylko o finanse chodzi.
Dzisiaj, wchodząc do ośrodka, w którym mam rehabilitację, zobaczyłam kolejkę, która kończyła się za drzwiami wyjściowymi. Okazało się, że właśnie są prowadzone zapisy na rehabilitację na kolejne półrocze. Tłum ludzi, zdenerwowanych,  nie przebierających w słowach, wyżywających się na sobie i personelu. Gdybym miała to ubrać w jedno słowo to byłoby to : walka.
Dzięki pracy w korpo mam prywatną opiekę medyczną, omijam ten klimat z daleka, choć czasem korzystam ze świadczeń na NFZ. Niebawem może się to zmienić. Nie wymyśliłam tylko jak ogarnę ten bajzel, często pilny diagnostycznie, nie mając za sobą tego prywatnego zaplecza.

Patrząc na to wszystko nasuwa mi się jeden wniosek:
Polityka, która sprawia, że w ludziach budzi się agresja i muszą walczyć ze sobą o zapewnienie podstawowej potrzeby – dostępu do leczenia – to nie jest dobra polityka!
Państwo, które zamiast wspierać obywateli, którzy miesiąc w miesiąc oddają ogromną część swoich pieniędzy w postaci podatków, składek dopuszcza, żeby chory ponosił karę za swoje chorowanie, choćby w postaci głodowych rent czy zasiłków nie wystarczających często na podstawowe leki, nie mówiąc już o pozostałych potrzebach – to  nie jest dobre Państwo! Gwarantuję, że bardzo duża część tych osób oddałaby wszystko, żeby móc pracować zamiast siedzieć na garnuszku ZUSu!
Instytucja, która w statucie ma pomoc tym najsłabszym, którzy i tak już niosą spory ciężar w rzeczywistości dokłada frustrujących doświadczeń i traktuje człowieka jak przedmiot- to nie jest dobra instytucja!

Zmiany dzieją się! Cały czas. Obawiam się tylko, że nie wszystkie idą w dobrym kierunku, a znalezienie ich dobrych stron będzie trudne nawet dla największego optymisty!
Jako obywatelka czuję się zaszczuta,przytłoczona. Z drugiej strony różne instytucje patrzą na mnie jak na intruza, który śmie mieć jakieś oczekiwania, a niby z jakiego tytułu?!
Nie wybrałam choroby, ani takiego stylu życia. Wolałabym być w zupełnie innym miejscu niż jestem, ale w tym konkretnym przypadku moje chcenie nie wiele może zdziałać.

Nie umiem przewidzieć najbliższej przyszłości. Z pewnością czekają mnie duże zwroty akcji. Może nawet zadzieją się jednocześnie.
Ale wierzę, że wszystko z czasem uda się ogarnąć,
Że jak jest dołek to będzie też górka.
Że ZAWSZE udawało mi się znaleźć wyjście z trudnych sytuacji, nie widzę więc powodu, dla którego teraz miałoby być inaczej.

Szklanka nadal do połowy pełna!