Mówi się, że szewc boso chodzi. Coś jest w tym powiedzeniu. Doświadczam tego w moim własnym, małym światku.

W mojej pracy zawodowej pracuję z  ludźmi nad szukaniem celów, formułowaniem ich, rozkładaniem na mniejsze etapy  aż do ich realizacji.
Z szuflad wysypują mi się narzędzia, które w tej pracy są niezbędne. Na sesje przychodzę przygotowana, niosąc ze sobą ryzę kartonu i mazaków.
Każdy cel jest rozpisany zgodnie z koncepcją SMART. Każdy najmniejszy fragment prowadzący do następnego kroku ma swoje miejsce na kartonie.
Wiem z doświadczenia, że zwykła czynność – jak zapisanie swoich planów, postanowień na kartce- ma siłę sprawczą i mobilizuje niektórych do działania.

Tymczasem owy „szewc” nigdy nie skorzystał z tej świetnej metody pracy nad własnym rozwojem.
Kto wie? Może gdybym kiedyś rozpisała swoją ścieżkę kariery – byłabym gdzie indziej?
Nie wiem. Nie oceniam tego.

Należę do ludzi, którzy wiedzą czego chcą i konsekwentnie do tego dążą. Nie muszę nic zapisywać na kartkach, snuć długofalowych planów – wystarczy mi zapis gdzieś na poziomie neuronów.

Najbardziej jaskrawym przykładem moich działań jest moja „mini kariera” w korpo.

Zaczęło się banalnie. Wracałam z zajęć na studiach kiedy moją uwagę przykuł jeden ze szklanych budynków. Pomyślałam, że chciałabym tu pracować. Kiedy dotarłam do domu, podpytałam wujka google co się tam mieści i dwa miesiące później byłam już pracownikiem jednej z rezydujących tam firm. Już w pierwszych dniach pracy dokładnie wiedziałam czym docelowo chcę się w tej firmie zajmować. Moja wizja stała się faktem,a praca moją pasją przynoszącą mi mnóstwo satysfakcji!

Chwilowo nie snuję kolejnych planów, bo to, co robię pochłania mnie tak bardzo, że nie wyobrażam sobie robienia czegoś innego. Czuję, że jeszcze wiele mogę się nauczyć zanim ruszę dalej.

W jakim kierunku zrobię kolejny krok?
Nie wiem.
Ważne, że jestem przekonana do tego, że uda mi się to osiągnąć.
Być może właśnie ta pewność jest kluczem do sukcesu?
Nie zastanawiam się czy mogę coś zrobić, czy to jest dla mnie, czy się sprawdzę, czy dam radę. Nie analizuję, nie gdybam…po prostu działam.

Nie wykluczam, że kiedyś siądę z kartką. Że następy cel będzie tak złożony i odległy, że trzeba go będzie rozpisać na mniejsze kroczki, żeby się nie pogubić. Ale póki co jest mi dobrze z tym co mam.

Czasem zastanawiam się co przeważyło u mnie, który z czynników był/jest decydujący, który doprowadza mnie do realizacji tego, co sobie w głowie zaplanuję. Może to upór, może konsekwencja, może z trudem zdobywana pewność siebie ( wciąż w niewielu kwestiach, ale jak już jest to murowana), może ta moja przerysowana do granic możliwości perfekcja, a może wszystko po trochu?
Najważniejsze jest jednak to- że działa.

A Wy planujecie?
Rozkładacie na czynniki pierwsze?
Jak osiągacie to co urodziło Wam się w głowach?