Onkologio, pamiętam o tobie!

Dzisiaj rozpoczęłam całkiem nową serię szpitalnych podróży.
Niekontrolowany, albo nie daj Boże nie wykryty raczek, może nas zaskoczyć w najmniej odpowiednim momencie.
Dlatego przemogłam się, wstałam z łóżka i pojechałam na czwartą (!) w tym tygodniu wizytę lekarską, która jak się domyślacie pociągnęła za sobą kilka kolejnych.

Krew poleje się gęsto,
kości staną na baczność pod czujnym okiem scyntygrafu,
a to coś, co ważyło się  znów zagnieździć w moim cycku rozpuści się na widok głowicy USG.

W każdym razie trzymam się mocno mojej życiowej dewizy:
Dopóki przypuszczenia nie staną się faktem- nie ma co zawracać sobie nimi głowy.


Idąc tym tropem udałam się wolno-chwiejnym krokiem do kuchni szukając w głowie pomysłu jak osłodzić sobie mój stan w niesłodyczowy dzień. A właśnie chciało mi się czegoś słodkiego!

Na szczęście kto szuka ….ten znajdzie! To i ja znalazłam!
Domowy Bounty!
Niebo w gębie!
Słodki, ale nie za bardzo, kokosowy i….w całkiem zdrowej wersji!!
Ani jednego zakazanego produktu! 🙂

Zdjęcia nie zdążyłam zrobić….bo zapas skończył się zanim doszłam z aparatem do kuchni! 🙂
Wnioskuję, że przepis ten na dłużej zagości w naszym domu.

*************************************
A od jutra wraca wiosna!
Słoneczna, ciepła i pachnąca życiem!