Nie jest to jakieś przełomowe odkrycie. Przynajmniej nie w skali światowej.
Nie jest to też rzecz nieoczywista.
Powiem więcej – wszyscy o tym wiedzą, ale nie każdy z tego korzysta.

Moja medyczna historia nie ma końca.
Fabuła rozwija się w zawrotnym tempie, co chwila dopisując scenariusz kolejnych mrożących krew w żyłach zdarzeń.
A ja?
A ja nie mam czasem już na to sił.

Najchętniej schowałabym głowę pod kołdrę i przeczekała ten czas.
Albo, nie daj Boże, machnęłabym ręką zupełnie zdając się na łaskę losu.

Tylko co z tego?
Czy bierność rozwiąże cokolwiek?

Nie.
Ja to wiem
i Ty to wiesz.

Dlatego otwieram szeroko oczy i szukam Jego spojrzenia,
rozchylam ramiona i zatapiam się w Jej uścisku i…
Wiem!
Wiem, że są wokół mnie ludzie dla, których
warto zwlec się z łóżka, albo wręcz przeciwnie – zostać tam i poczekać na zagojenie ran,
warto wstać z uśmiechem – żeby nie martwili się o mnie od rana,
warto odbyć kolejną wizytę u lekarza – żeby upewnić się, że życie jest nadal pod kontrolą,
warto wykonać kolejne nieprzyjemne badanie- żeby choć o milimetr przybliżyć się do zdrowia,
warto pomęczyć się podczas ćwiczeń- żeby za chwilę móc z nimi ruszyć na upragnione wakacje.

Warto podjąć każdy wysiłek- bo ponoć karma wraca!

Ludzie- klucze do szczęścia, wyzwalacze podejmowanych działań.
To własnie ten wielki sekret.
Ludzie, dla których warto zawalczyć o siebie!
Nie ma tu znaczenia czy jesteś chory, smutny, poharatany przez los, czy po prostu Ci się nie chce.

I jeszcze jedno…
Rozgrzeszenie – za skupianie się na sobie.
Bo jak mówi mądre powiedzenie…..
jeśli najpierw nie pomożesz sobie, to jak będziesz mógł pomóc komuś innemu?

Miłego weekendu!