Kogo z nas nie dopadają rozterki?

Dylematy małego i wielkiego kalibru?
Przydaje się tu moje coachingowe doświadczenie, bo czegokolwiek by problem nie dotyczył – rozkładam go na części pierwsze.
Tym razem na warsztacie jest – szkoła!
Szkół w Lublinie jest ogrom, każda najlepsza ( oczywiście w oczach jej dyrekcji)! A my stanęliśmy przed znakiem zapytania i …ugrzęźliśmy.
Tegoroczny wrzesień będzie dla nas wyjątkowy. To kolejny etap w edukacji naszej Córci. Zmiana szkoły, otoczenia, nauczycieli, koleżanek. Spore wyzwanie!
Jako Matka -Kwoka ( przynajmniej czasami) przeżywam to zdecydowanie bardziej niż moje dziecko!
Tak czy owak pędzący czas nie zostawia złudzeń i wymusza na nas podjęcie decyzji w trybie niecierpiącym zwłoki.
Temat przewijał się u nas od dawna, bo od dawna słyszymy (nie)delikatne sugestie posłania Idzi do szkoły muzycznej. Dla większości to takie oczywiste, że skoro rodzice są muzykami – to dziecko też musi!
Really?
Jakoś nie współgra to z moim życiowym ZEN. A doświadczenie pedagogiczne pokazuje palcem, że zmuszanie i przerzucanie na dziecko własnych ambicji grozi odwrotnym skutkiem!
Jasne, że chciałabym, żeby Iga zajęła się muzyką! Dużo słuchamy, pokazujemy jej różne gatunki muzyczne, mamy w domu mnóstwo instrumentów, zachęcamy do eksperymentowania ze śpiewaniem lub graniem…i póki tak jest, mam wrażenie, że dziecko z przyjemnością doświadcza z nami tego muzycznego świata. Niestety nie mam przekonania do wrzucenia jej w codzienną rutynę pięciogodzinnych ćwiczeń wprawek fortepianowych.
Mamy z M. sporo doświadczenia, dużo możemy nauczyć ją sami i z przyjemnością zapiszemy ją na wszystkie kursy muzyczne świata, ale….chcę mieć pewność, że ona tego chce. I chcę mieć pewność, że ona wie, na co się pisze i ile wyrzeczeń przed nią.
Z perspektywy studentki jazzu skłonna jestem przyznać, że szkoła nie była mi potrzebna do tego, żeby być muzykiem. Nie sztuką jest umieć zagrać z nut a vista, ograć każdy numer na kadencji 2-5-1, transponować z prędkością światła, poprawnie operować przeponą podczas śpiewu, czy świetnie znać technikę SLS. To jeszcze nie czyni Cię muzykiem.
Muzyk to ktoś kto potrafi przełożyć własne uczucia, emocje, siebie w muzykę, którą gra i tworzy.
Muzyk to ktoś, kto pobudza wyobraźnię, daję przestrzeń na przeżycia, wnosi coś w życie innych.
Pytanie więc brzmi – czy chcę, żeby moje, jeszcze bardzo nieświadome dziecko, weszło w tak, a nie inaczej funkcjonujący system szkolnictwa muzycznego, czy chcę, żeby najpierw odnalazło w tym pasje, a potem szlifowało umiejętności?
Z każdym dniem jestem bliżej odpowiedzi. Dlatego dzisiaj M. z Idzią poszli na Dni Otwarte naszej rejonowej szkoły. Ma ona swoje minusy ( dosyć duże, stąd długie godziny spędzone na dyskusjach czy ta szkoła będzie dobra), ale niewątpliwie ma też sporo zalet:
– bliskość od domu
– przyjaciółka z klatki obok
– zaprzyjaźnieni rodzice, z którymi chętnie wymienimy się opieką, zawożeniem i odbieraniem dzieci
– nowoczesne wyposażenie
– duża baza zajęć pozalekcyjnych.
A za dwa lata otworzy nam się następna furtka, bo niedaleko powstaje kolejna szkoła i z dużym prawdopodobieństwem będzie to ta idealna.
A czym Wy się kierowaliście wybierając szkołę dla Waszych dzieci?
Podpowiedzcie coś 🙂
Zainspirujcie.

Mam jeszcze chwilę na zmianę zdania 🙂

 

*********************************
Przypominam o tych, którzy cały czas wspierają innych, a teraz sami potrzebują naszego wsparcia:
Bogusia – Dr. Budwig i ja
Anuk – Rak to Bu-rak