Łapię się czasem na myśli,
że żyjąc w innym kraju, mieście,
z innym człowiekiem,
pracując w innej firmie,
mając trójkę dzieci,
nie mając dzieci,
będąc bajecznie bogatą,
w pełni sprawną…
byłabym szczęśliwsza.

Macie tak?

U siebie postrzegam to jako słabość- ale taką leżącą w ludzkiej naturze.
Zastanawianie się i skupianie swojej uwagi na co by było gdyby odbiera nam to, co może być tu i teraz. Skutecznie zaciemnia obraz tego, co mamy przed sobą….czyli możliwości, dzięki którym możemy zawalczyć o dobre życie.

Żyjemy szybko,
od zadania do zadania,
od załatwienia jednej sprawy do rozwiązania drugiej.
Odkładamy spotkania z przyjaciółmi, poznawanie świata, odpoczynek, własny komfort
na wieczne nigdy..


Nie pozwalamy sobie na przyjemności, bo przecież
mamy małe dziecko,
kredyt hipoteczny do spłaty,
wybór szkoły,
dodatkowe zajęcia,
odkładanie do skarpety- na czarną godzinę,
ciągle nowe sprawy do załatwienia.


Mistrzowie wymówek!
Mistrzowie wiecznego później!
Mistrzowie nadludzkiego heroizmu!
Mistrzowie umęczenia!
Mistrzowie nigdy!


Jutro- może się wydarzyć wszystko!
Łącznie z końcem!

Czy nie będzie Ci żal, straconych szans na przyjemność?
Na radość?

Żadna sekunda już się nie powtórzy!
Każda nowa minuta będzie inna od poprzedniej!
Żadna godzina, dzień, miesiąc , rok nie zdarzy się ponownie!
A na wszystko tylko jedno życie,
jedna szansa.

Szkoda by było jej nie wykorzystać.
Bo kiedy przychodzi pożegnać się ze światem ” ludzie zdają sobie sprawę, że szczęście jest tak naprawdę kwestią wyboru. Bardzo często sami sobie uniemożliwiamy bycie szczęśliwym, zwykle poprzez utrzymywanie zawyżonych oczekiwań wobec tego, kim powinniśmy być i jak powinno wyglądać nasze życie „. ( źródło

                                                                    ( źródło)